domnaweekendDom na weekend za punkt wyjścia obiera rodzinę, by na jej fundamentach snuć opowieść o chorobach psychicznych, hipokryzji, nieszczerości, ale i uczuciach.

Kiedy Marko (Lars Eidinger znany m.in. z Code Blue i Wszyscy inni) przyjeżdża wraz z synem na weekend do swojego rodzinnego domu wydaje się, że będzie to kolejne rutynowe spotkanie, wymuszony kontakt oparty na sztampowych kwestiach. Jedna decyzja matki otworzy jednak Puszkę Pandory. Klocki domina zaczną się sypać w zastraszającym tempie, odsłaniając zatajane od lat prawdy.

O schorzeniach psychicznych nie mówi się łatwo, to temat grząski i omijany, promieniujący jak czarna dziura, do której nikt nie chce się zbliżać. Produkcja ta jednak umiejętnie to obrazuje. Depresja Gitte, matki Marko (w tej roli Corinna Harfouch), jest dla wszystkich jej bliskich zadrą, drzazgą, która doskwiera przy każdym ruchu. Film pokazuje alienację osób chorych, ich skazanie na samotność nawet, a może szczególnie, wśród bliskich. Tak jak oni nie są w stanie poradzić sobie z rzeczywistością, tak samo otaczający świat nie radzi sobie z nimi. Owija się ich pozorną czułością, opieką, ostatecznie jednak wszystkie złudzenia pękają, otwierając rany. Co stanie się, kiedy szczerość odniesie triumf, kiedy nastąpi ostateczne obnażenie?

Film Hansa-Christiana Schmida skupia się również na miłości, w bardzo subtelny, ale i poruszający sposób. Rzuca hasłem z plakatu (doskonale wybrany kadr filmowy na tymże plakacie) – jeśli kogoś kochasz, pozwól mu odejść. Mówi to wprost, ustami Gitte, która wypowiada, że jeżeli osoba darzy nas takim samym uczuciem to i tak powróci. Z drugiej strony jednak stanowczo wkrada się przeciwna koncepcja. By walczyć do końca o bliskość, niczym demiurg brać wszystko w swe ręce, nie pozwalając, by los decydował w naszym imieniu. Oba rozwiązania egzystują koło siebie w zasadzie na równi, to widz może zadecydować, po której stronie się opowiada.

Obraz ten to dyskusja na temat drobnych kłamstw i obłudy, które, kumulowane, doprowadzają do wytworzenia równoległych fałszywych światów, rujnujących właściwą rzeczywistość. Pojawia się pytanie – ile można powiedzieć, by jednocześnie nie ranić, ale i nie stawać nie łgarzem, nie przykrywać problemów udawanym uśmiechem? Czy w ogóle możliwa jest taka proporcja?

Całkiem ciekawy scenariusz Bernda Lange, spektrum różnych charakterów, zachowań (ujmująca gra małego Egona Mertena, który wcielił się w Zowiego), tworzą dramat przeplatany nadzieją, tragediami i troskami.

Dom na weekend to smutne niemieckie kino. Niemoralizujące, nie silące się na mentorstwo, raczej otwarte, delikatne i wrażliwe.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
dziewczynazpociagu
Dziewczyna z pociągu – recenzja
kacvegaswbangkoku
Kac Vegas w Bangkoku – recenzja
poliss
Poliss – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*