„Wolę płakać w Rolls-Roysie niż być szczęśliwa na rowerze”… tak brzmiało jedno z mott życiowych Patrizii Reggiani – kobiety odpowiedzialnej za śmierć swojego męża Maurizia Gucciego – wnuka założyciela słynnego domu mody – Guccia Gucciego. Para poznała się w 1970 roku na studiach w Mediolanie. On – nieśmiały, wycofany, mający problemy z samooceną i ona – od najmłodszych lat rozpieszczana przez ojczyma, głośna, beztroska, a przy tym niezwykle atrakcyjna i ekstrawagancka, potrafiła umiejętnie wykorzystać to, widoczne gołym okiem, przeciwieństwo. W 1973 roku pobrali się. Za ten wybryk ojciec Maurizia – Rodolfo Gucci – wyrzucił syna z domu i wydziedziczył go. Patrizia, rozczarowana bezduszną postawą teścia, bardzo szybko wkradła się w jego łaski. Dzięki niej despotyczny ojciec i zakompleksiony syn pojednali się. Ich rozejm zaowocował nie tylko zdecydowaną poprawą ich wzajemnych relacji, ale przyczynił się także do możliwości odziedziczenia przez Maurizia pokaźnej fortuny najsłynniejszego w tamtym okresie domu mody.

Od tego momentu Patrizia mogła żyć tak, jak sobie wymarzyła. W ciągu jednej dobry potrafiła wydać około pół miliona dolarów. Nie robiła zakupów w okolicznych, wytwornych butikach. Leciała do Stanów Zjednoczonych prywatnym odrzutowcem i tam zaopatrywała się w drogocenne ornamenty – najwyższej jakości futra, dodatki do garderoby i to, co wielbiła najbardziej, czyli biżuterię. Z uwagi na jej miłość do złota nazywana była Tutenchamonem. Nie wsiadała do samochodu innego niż limuzyna. O jej finansowym braku roztropności można by napisać kilkutomową książkę, a nawet nakręcić serial.

Błogostan zachłannej małżonki przerwany został w 1985 roku. Wtedy to Maurizio wdał się w romans z o dziesięć lat młodszą dekoratorką wnętrz – Paolą Franchi. Długonoga blond piękność o nieskazitelnych manierach i wyczuciu smaku, od dłuższego czasu pracująca i generująca spore zyski dla swoich pracodawców, była totalnym przeciwieństwem Patrizii. Na odchodne upokorzona kobieta otrzymała apartamenty w Mediolanie i Nowym Jorku oraz pół miliona dolarów alimentów rocznie. Uznała to za hańbę. Nie mogąc pogodzić się z utratą bogatego męża postanowiła dokonać zemsty. Zaangażowała w swój plan przyjaciółkę – wróżkę Giuseppinę ‘Pinę’ Auriemma, która zleciła zamordowanie Maurizia trzem mężczyznom: hotelowemu portierowi, kierowcy-hazardziście i bezrobotnemu Sycylijczykowi. 27 marca 1995 roku za spust pociągnął właśnie ten trzeci – Bernadetto Ceraulo, skazany później na dożywocie.

„Dom Gucci” w reżyserii Ridley’a Sotta nie skupia się tylko i wyłącznie na losach Patrizii i jej zamiłowaniu do pieniędzy. To obraz kobiety porzuconej, jednak sporą część eleganckiego, mediolańskiego płótna przywłaszczają dla siebie pozostali członkowie imperium sławnego domu mody – mąż Maurizio, jego ojciec Rodolfo, stryj Aldo i czarna owca rodziny – kuzyn Paolo. Dziewczyna wydaje się być najmniej pazerną osobą z całej rodziny, kiedy jednak dostrzega, jakie prawa panują pomiędzy wszystkimi jej familiantami, zamierza odkroić zarówno dla siebie, jak i dla męża największy kawałek tortu.

Na pierwszy rzut oka Patrizia wydaje się być nieco prymitywna, jednak pod maską tej prostoty kryje się niezwykle ambitna i charyzmatyczna przywódczyni. Od samego początku ulegamy jej kokieterii, wygadaniu i, to trzeba powiedzieć głośno, urodzie. Jest zdecydowana w swoim działaniu, a Maurizio, niemający instynktu menedżerskiego i biznesowej obrotności, wypada przy niej totalnie amatorsko, a podkreślić należy, że to dzięki niej został jednym ze spadkobierców pokaźniej fortuny. Podobną amatorszczyzną odznaczają się pozostali. Rodolfo, niespełniony aktor i malkontent, nadal żyje duchami przeszłości. Jego brat Aldo, przymykający oko na olbrzymi rynek podróbek torebek i ubrań Gucci, woli chwalić się swoją posiadłością, pić najdroższego szampana, mamić piękne kobiety tanimi komplementami, niż pozbyć się tak żenującej konkurencji. Paolo – parias rodziny – przekonany o swoim olbrzymim talencie pod kątem projektowania kostiumów, w rzeczywistości okazuje się człowiekiem bezmyślnym, niesamodzielnym i, co tu dużo mówić, kompletnie głupim. W przeciwieństwie do Patrizii może i odróżniają obrazy Gustava Klimta od Pabla Picassa, ale jakie to ma znaczenie na arenie biznesowej, gdzie do przetrwania potrzebny jest instynkt i przebiegłość, a nie wiedza na temat mody i sztuki.

Największą zaletą „Domu Gucci” są odtwórcy głównych i drugoplanowych ról. Lady Gaga i Adam Driver napędzają całą produkcję w takim stylu, że poboczne postacie nie są im do niczego potrzebne, ale kiedy już się pojawiają, robią niesamowite wrażenie. Al Pacino (Aldo Gucci) i Jeremy Irons (Rodolfo Gucci) pokazują, że wiek ma znaczenie, ale w kontekście aktorskiego niewypalenia i kunsztu. Balansujący na cienkiej granicy Jared Leto może i wypada najsłabiej, jednak im dłużej obcujemy z nim jako Paolem, tym bardziej przekonujemy się o jego ciekawym podejściu do roli.

Oprawa wizualna jest kolejnym asem w talii Scotta. Pełne przepychu kostiumy i ozdobniki w postaci różnego rodzaju biżuterii, oddająca echa tamtych lat scenografia i wielowariantowe, na przemian kolorowe i czarno-białe zdjęcia autorstwa Dariusza Wolskiego, pozwalają cieszyć oko od pierwszych do ostatnich minut. Nieważne, czy przeniesieni zostajemy do mediolańskich klubów, nowojorskich sklepów Gucci, czy nawet na sycylijską wieś… każdy etap podróży ma swoje charakterystyczne, a przy tym piękne wnętrza i krajobrazy.

Największym mankamentem „Domu Gucci” okazuje się scenariusz. Co z tego, że Roberto Bentivegna i Becky Johnston włożyli w usta postaci wspaniałe, niepozbawione drugiego dna i humoru one-linery, skoro nie potrafili w ciekawszy sposób wzbudzić zaskoczenia widzów w trzecim akcie. Jeśli widz zna historię morderstwa Maurizia Gucciego, nie będzie zdumiony w finale filmu, choć przyznać należy, że wspomniana scena została świetnie zobrazowana.

Patrizia Reggiani, przepraszam – Gucci, skazana na 26 lat pozbawienia wolności, z czego faktycznie odsiedziała 18, wydaje się być osobą w pewnym sensie pokrzywdzoną. Fakt zlecenia zabójstwa męża jest niewybaczalny, ale jak weźmiemy pod uwagę postawę Maurizia – jego bezduszność i chłód, jakimi w późniejszym okresie obarczył żonę i brak wdzięczności za wkupienie go w łaski firmy – nie ma się jej co dziwić. Wyżej wspomniany kawałek tortu, jaki oferowała rodzina Guccich, działał tak, że najpierw z grzeczności odmawiałeś poczęstunku. Następnie na siłę dostawałeś go na pięknie zdobionym talerzyku. Przyzwyczajałeś się do tego niebanalnego smaku i formy podania. Zaczynałeś pochłaniać coraz więcej i więcej, mimo że nie miałeś już siły gdzie tego pomieścić. Po czasie okazywało się, że nie tylko Ty próbowałeś najeść się do syta. Czy aby na pewno Patrizia Reggiani jest jedyną osobą odpowiedzialną za śmierć męża?

autor recenzji Aleksander Biegała

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
solziemi
Sól ziemi – recenzja
nadmorzem
Nad morzem – recenzja
fantastycznaczworka
Fantastyczna Czwórka – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*