doutratysilAmerykańskie kino sportowe za każdym razem dostarczało publiczności wielu emocji. Spośród wielu dyscyplin boks jest tą, która wciąż cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Roniliśmy łzy na „Rocky”, kibicowaliśmy Jake’owi La Motta we „Wściekłym byku”, odczuwaliśmy niesprawiedliwość i podziały rasowe a zarazem triumf czarnoskórego giganta w „Alim”, a to, co Clint Eastwood pokazał nam w „Za wszelką cenę”, przeszło nasze najśmielsze oczekiwania.

Do utraty sił” nie przypomina żadnej z powyższych produkcji. Jeśli jednak sięgniemy do amerykańskiej kinematografii późnych lat czterdziestych, naszym oczom objawi się krótki, 70-minutowy obraz w reżyserii Roberta Wise’a zatytułowany „Zmowa” z Robertem Ryanem w roli głównej. Film opowiada historię nieudacznika, niegdyś wielkiej gwiazdy boksu – Billa „Stokera” Thompsona, którego kariera chyli się ku upadkowi. Nikt nie daje mu szans na wygraną. Jakby tego było mało, jego menadżer zawiera potajemnie układ z pewnym hazardzistą. Jeśli Stoker przegra walkę, wiele osób zarobi na tym mnóstwo pieniędzy. Natomiast jeśli wygra, ponownie uwierzy w siebie i udowodni ukochanej żonie, że wcale nie jest aż takim nieudacznikiem, za jakiego wszyscy go uważają. Co wspólnego mają „Do utraty sił” i „Zmowa”? Sędzia rozpoczął odliczanie – 1… 2…

Głównym bohaterem „Do utraty sił” jest doświadczony bokser – Billy Hope, który nie może pogodzić się ze śmiercią żony. Wzbierający w nim gniew doprowadza do serii niefortunnych wypadków, w tym do utraty mistrzowskiego pasa. Największą karą okazuje się jednak odebranie córki przez sąd. Pomocną dłoń wyciąga do Billy’ego były bokser, aktualnie uznany trener – Tick Wills, który uczy niepokorną gwiazdę nie tylko kilku nowych ruchów, ale przede wszystkim tłamszenia gniewu – największej słabości bohatera.

Pierwszą połowę filmu psuje kulawy scenariusz zastąpiony masą zakrwawionych ręczników i hip-hopowych utworów, które kompletnie nie oddają klimatu porażki i cierpień Billy’ego. Bokser, a raczej wrak w posiniaczonej skórze, po długim użalaniu się nad sobą przemienia się w gangstera z pistoletem. Po ekscesach z łzami i bronią trafia do obskurnej sali treningowej. Od tego momentu „Do utraty sił” nabiera tempa. Brudne ręczniki zostają rzucone w kąt, przeciętne piosenki nieco milkną, a Billy ponownie zakłada rękawice. Sędzia wciąż odlicza – 3… 4…


   

„Do utraty sił” daleko do klasyków wymienionych na wstępie, co wcale nie oznacza, że mamy do czynienia z nieudanym filmem. Od katastrofy ratują go dwa elementy. Pierwszym z nich są świetnie zrealizowane sceny walk. Podczas pojedynków na ringu widz jest w stanie odczuć każdy cios, odór krwi, smak porażki lub zwycięstwa. Kamera trzyma się blisko zawodników, wręcz na siłę wdziera się w gąszcz latających pięści. Efekt jest porażający. Drugim ważnym elementem jest wyrzeźbiony jak posąg Jake Gyllenhaal, przy którym reszta obsady snuje się bez celu. Sędzia wciąż odlicza – 5… 6…
   
Kiedy w 1949 roku Robert Wise zaprezentował „Zmowę”, tematyka boksu w kinie była zjawiskiem rzadko spotykanym. Główny bohater – Bill „Stoker” Thompson przeżywa podobne rozterki, co jego imiennik – Billy Hope. Łączy ich nie tylko imię, ale także relacja z żoną i zawód na menadżerze. W obu tych produkcjach oglądamy silne kobiety, które przejęte losem swoich mężczyzn, odradzają im kolejne walki, bo za jakiś czas mogą oni nie wyjść z ringu żywi. Podobnie ma się sprawa z menadżerami. Jeśli w grę wchodzi większy pieniądz, sentymenty idą w odstawkę i zaczyna się bezlitosny biznes, w którym albo oszukujesz i wygrywasz albo tracisz za sprawą lojalności wobec przyjaciela. Sędzia wciąż odlicza – 7… 8…
   
Twórca „Do utraty sił” – Antoine Fuqua zdecydowanie sprawniej realizuje filmy sensacyjne niż dramaty sportowe. Należy go jednak docenić za podejście do tematu. Reżyser nie inspiruje się innymi obrazami o boksie, a porównanie do „Zmowy” pokazuje tylko, że problematyka sprzed prawie siedemdziesięciu lat wciąż może być aktualna i świeża. Poza tym Fuqua zatrudnił jednego z najlepszych amerykańskich aktorów – Jake’a Gyllenhaala i to właśnie dzięki niemu warto obejrzeć film. Sędzia kończy odliczanie – 9… 10…
   
Slogan reklamowy filmu mówi sam za siebie: „Prawdziwa walka rozegra się poza ringiem”. Relacja Billy’ego z córką powoduje, że ten cały zgiełk ringu, wygrywanie walk i zarabianie pieniędzy na dłuższą metę nie mają sensu. Największym ciosem jest przecież ten, którego nie zadajemy w ogóle. Nokaut!

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
hansel
Hansel i Gretel: łowcy czarownic – recenzja
dzijestemblondynka
Dziś jestem blondynką – recenzja
Bohemian Rhapsody – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*