czarnyoceanChociaż główna część akcji Czarnego oceanu rozgrywa się na olbrzymim okręcie, to należy uznać ten film za bardzo kameralny. W dodatku nie jest to produkcja dla każdego miłośnika marynistyki czy też srebrnego ekranu.

Praktycznie nie dzieje się nic. Poznajemy grupkę marynarzy płynących po wodach Pacyfiku. Godzinami stoją na wachcie, ćwiczą, szorują pokład, malują go. Z nudów bawią się ośmiornicami, psem a wieczorami podkradają alkohol starszym oficerom lub grają w karty. Czasami śpią, płaczą.

Czarny ocean to rodzaj kina „które się po prostu dzieje”. Bez głębszej opowieści, akcji. To tylko kilkadziesiąt porozrywanych ujęć i bohaterowie zaokrętowani na morzu. Moriaty – nie mogący zapomnieć o wydarzeniach z dzieciństwa, Da Maggio fałszujący zdjęcia wysyłane rodzicom, wpajający „że jest mu dobrze” czy Massina – młodzieniaszek, który chyba nie wie, co się wokół tak na prawdę dzieje. I pewna teatralność, która znika, gdy jakiś mechanik zaczyna obijać bohatera, tudzież w chwili oglądaniu wybuchu bomby atomowej.

Boję się tego typu kina. Czarny ocean to bardzo podejrzana produkcja. Akcji w niej niewiele, duża część emocji jest bardzo stonowana. Najważniejsze jest to, co bohaterowie przeżywają wewnątrz plus przestrzeń, piękny ocean, niezwyciężony. I tragedia unosząca się w powietrzu. Której są świadkami, o której woleliby nie wiedzieć. Traci tu atmosferą niczym z wczesnych filmów Petera Weira lub Wima Wendersa ale…

Wracając do mojej podejrzliwości, być może twórczyni, Marion Hänsel, po prostu chce nas „nabić w butelkę”, a my niepotrzebnie szukamy drugiego dna. Być może sama do końca nie wie, co nam powiedzieć. Czarny ocean to film nie dla wszystkich, na pewno nie dla tych, którzy w kinie szukają akcji, albo co najmniej fabuły. Tu tylko niekiedy pojawiają się emocję.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
kontrabanda
Kontrabanda – recenzja
blingring
Bling Ring — recenzja
samotny_mezczyzna
Samotny mężczyzna – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*