coma18grudniaBardzo duże zainteresowanie koncertem symfonicznym Comy sprawiło że zespół postanowił wystąpić w Łodzi raz jeszcze. Sobotni występ muzyków wypełnił Wytwórnię po brzegi.

  
Na wstępie usłyszeć można było kilka nut kolędy i po świątecznym rozpoczęciu koncertu zespół przeszedł do jednej z piosenek z angielskojęzycznej płyty. Później zagrali m.in. „Zero Osiem Wojna”, „Trujące rośliny” czy „Tonacja”. Utwór „Pierwsze wyjście z mroku” zadedykowali Adamowi Kołacińskiemu, który odkrył Come, dzięki któremu nagrali pierwszą płytę i mogli rzeczywiście zaistnieć, a dziś fani „mogą kupować drogie bilety na koncerty”. Tuż przed piosenką „Transfuzja” zespół wtrącił fragment „Wyginam śmiało ciało” – znanego utworu z filmu „Madagaskar”, a Piotr Rogucki wywijał na prawo i lewo. Widać było, że świetnie czuł się na scenie, a i miał bardzo dobry kontakt z publicznością. Wszyscy klaskali, śpiewali i bawili się wspólnie z nim.

Przed piosenką „F.T.P.” wokalista żartował sobie z zespołu i ich nauki angielskiego, która trwa już przeszło 30 lat. Wspominał też o ich nauczycielu, który pojawił się na scenie podczas wspomnianej wcześniej piosenki i wraz z Roguckim skakał w rytm muzyki. Podobno teraz nie może się odgonić od fanów na Piotrkowskiej, zwłaszcza teraz gdy jest zimno i ludzi tam niewiele ;). Później zagrali jeszcze „Zamęt”, „Spadam”, „Nie ma joozka” i „Święta”.

Przed bisem dość długo kazali na siebie czekać, tłumacząc się później że jeden z muzyków nie poszedł do toalety przed koncertem. Na zakończenie publika wysłuchała już na stojąco piosenek „Pasażer”, „F.T.M.O” i „Sto tysięcy jednakowych miast”.

Na pożegnanie nie zabrakło życzeń świątecznych. „A na prezent kupować można płyty Comy, w dużych ilościach” – polecał wokalista zespołu.

Jak się okazało jednym z minusów koncertu były… krzesełka. „Aż mi się chciało tam tańczyć!”, „Brakowało skakania” – można było usłyszeć od wychodzących z sali fanów zespołu. Również przed bisem sam Piotr Rogucki zauważył, że publika która musiała siedzieć przez dwie godziny już nie wytrzymała i wstała z krzeseł.

Mnie osobiście, osobę która nigdy nie przepadała za tą łódzką kapelą, pozytywnie zaskoczyli. Koncert był wyjątkowo przyjemny dla ucha i przez cały występ nawet nie spojrzałam na zegarek wyczekując jego zakończenia. Instrumenty takie jak skrzypce czy wiolonczela idealnie zgrały się z gitarami i wokalem Roguckiego. Również po publice widać było że byli zadowoleni z tego co zaprezentował zespół. Na pewno nie był to zmarnowany czas i polecam innym zapoznanie się z najnowszym krążkiem Comy.

 
Coma symfonicznie po raz drugi w ŁodziComa symfonicznie po raz drugi w Łodzi Coma symfonicznie po raz drugi w Łodzi Coma symfonicznie po raz drugi w Łodzi
Coma symfonicznie po raz drugi w Łodzi Coma symfonicznie po raz drugi w ŁodziComa symfonicznie po raz drugi w Łodzi Coma symfonicznie po raz drugi w ŁodziComa symfonicznie po raz drugi w Łodzi
Coma symfonicznie po raz drugi w ŁodziComa symfonicznie po raz drugi w Łodzi Coma symfonicznie po raz drugi w Łodzi Coma symfonicznie po raz drugi w ŁodziComa symfonicznie po raz drugi w Łodzi

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
IMG_0059
hethet i Natalia Kwiatkowska w Domu Literatury (foto)
IMG_8996_small
Siła Muzyki w Łodzi (foto)
Letnie Brzmienia: Karaś/Rogucki (foto)
1 Komentarz
  • wowarz
    28 grudnia 2010 at 22:14

    Uczestniczyłem w pierwszym koncercie w Wytwórni. I okazuje się, że pewne detale, które uważałem za spontaniczne zachowanie Roguckiego, były w istocie zaplanowaną częścią występu. Chociażby udział nauczyciela angielskiego…

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*