conaskreciCo nas kręci Bryana H. Carrola to film dokumentalny, skierowany głównie do miłośników motocykli. Zapewne miał również promować jazdę jednośladem wśród tych, którzy jej nie praktykują. O ile do pierwszej grupy docelowej film rzeczywiście może trafić i zostać w niej dobrze odebrany, o tyle promowanie jazdy motorem twórcom się nie udało. Podstawowym mankamentem Co nas kręci jest teza, jaką przed rozpoczęciem zdjęć postawił reżyser wraz ze scenarzystą – zdeterminowała ona trywialny kształt, w jaki uformowany został materiał dokumentalny.

Jaka to teza? Jazdy na motorze nie należy kojarzyć z marginesem społecznym – ona łączy ludzi, cementuje opartą na dawnych amerykańskich wartościach społeczność i jednocześnie pozwala poczuć się „wolnym jak ptak”. Jeśli powyższe zdanie brzmi potencjalnemu widzowi podejrzanie prosto i banalnie, to wycieczkę do kina na Co nas kręci należy mu natychmiast odradzić.

Film stara się ową tezę ugruntować w pozornie różnorodny formalnie sposób. Generalnie można by wyróżnić trzy elementy pomocne reżyserowi w osiągnięciu celu. Pierwszy, to odrealnione zdjęcia, rejestrowane za pomocą kamer z wysokim klatkarzem, które w zwolnionym tempie obrazują „piękno” jazdy motocyklem. Drugi element to wywiady z motocyklistami – uczestnikami profesjonalnych wyścigów oraz amatorami, którzy opowiadają o tym, jak zaczęła się ich przygoda z motorem. Trzecim elementem są archiwalne zdjęcia, pokazujące początki kultury motocyklowej i wyścigów. Wszystkie te trzy, wymienione rzeczy są ułożone precyzyjnie w ramy ustalonej wcześniej „fabuły”, która ma za zadanie pokazać, że współcześni miłośnicy jazdy jednośladem kontynuują tradycję, jaką zapoczątkowali twórcy kultury motocyklowej z lat 20. i 30. XX wieku. Tworzą oni, tak jak ich dziadkowie, społeczność, w której wszechobecne jest zrozumienie i ludzka życzliwość.

Nie skupiając się już dłużej, na nieco nieznośniej idylliczności owej „fabuły”, dodać należy, że wszystkie te trzy elementy, które pomagają ją współtworzyć, są wadliwie skonstruowane. Zdjęcia w zwolnionym tempie efektowne są tylko na początku filmu, każde kolejne ujęcia tego typu są tak identycznie „piękne”, że stają się przez to przeraźliwie monotonne. Wywiady z miłośnikami motorów mogłyby być elementem wzmacniającym autentyzm całości, ale niemal widzimy rękę montażysty, który brutalnie „przycina” owe wypowiedzi tak, aby można je było dopasować do postawionej tezy. Zdjęcia archiwalne i opis historii kultury motocyklowej budzą na początku zaciekawienie, ale szybko okazuje się, że nie będzie to wątek dominujący, tylko pomocniczy. Jego celem jest również udowadnianie tezy, co niszczy rozbudzaną przez niego wstępnie ciekawość.
   
Podsumowując, Co nas kręci Bryana H. Carrola to dokument nieszczególnie udany. Jeśli jednak komuś nie przeszkadza idylliczna wizja kultury motocyklowej czy też jest jej członkiem, jest szansa na to, że ów film mu się spodoba. Wątpliwe tylko czy na tyle, żeby do Co nas kręci miał jeszcze kiedyś powrócić.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
transcendencja
Transcendencja – recenzja
Kler – recenzja
Pleasure – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*