Cinergia 2015: Moje córki krowy – recenzja

mojecorkikrowyJuż po raz dwudziesty Łódź na tydzień staje się stolicą europejskiego kina. Tegoroczną edycję festiwalu Orlen Cinergia otworzył pokaz najnowszego filmu Kingi Dębskiej – Moje córki krowy.

„Nikt nie zdenerwuje cię tak, jak własna siostra” – to słowa Marty (Agata Kulesza), która za nic nie może porozumieć się z Kasią (Gabriela Muskała). Siostry mają do siebie pretensje o wszystko, zaś najważniejszym powodem ich nieporozumień jest pozycja w domu rodzinnym – Marta jest oczkiem w głowie rodziców. To właśnie ona przyjeżdża, by odwieźć matkę (Małgorzata Niemirska) do szpitala na badania. Będzie to jednak tylko początek problemów, los postanowi tę rodzinę wystawić na bardzo ciężką próbę.

Obecny rok przyniósł polskim widzom wiele filmów traktujących o chorobie nowotworowej. Nie da się ukryć, że Moje córki krowy również wpisuje się w tematykę. Dzieło Kingi Dębskiej zdecydowanie różni się chociażby od tytułów takich jak: Żyć nie umierać, czy Chemii – reżyserka nie próbuje grać na emocjach swoich widzów, tworzy film o umieraniu, ale nikogo nie próbuje szantażować.  Szczerze przyznam, że dawno nie oglądałem produkcji na tak ważny i trudny ziemi, jednak nie potrafi ułożyć sobie prywatnego życia. Agata Kulesza po raz kolejny udowodniła swoją wielkość – doskonale wyważa swoją postać. Z jednej strony próbuje grać twardą i niezależną kobietę, jednak pod jej maską kryje się zagubiona i krucha istota potrzebująca wsparcia. Gabriela Muskała, czyli filmowa Kasia jest z kolei infantylną, zagubioną dziewczynką, ma męża (w tej roli Marcin Dorociński), ale jej związek z pewnością nie jest idealnym. Wszelkie smutki próbuje topić w alkoholu, który zdaje się być jej odskocznią od trudnej rzeczywistości.

Aktorka fantastycznie sprawdza się w swojej roli, charakterologicznie idealnie uzupełnia się ze swoją filmową siostrą, a taka sytuacja prowadzi do wielu tragikomicznych scen. W tym kobiecym tandemie istotną pozycję odgrywa również Tadeusz (Marian Dziędziel).  To właśnie on jest najważniejszym mężczyzną w życiu Marty i Kasi. Tata o swoich córeczkach czule mawia „krowy”, choć obie są dorosłe nadal próbuje je wychowywać, mimo że denerwuje go ich zachowanie, jak każdy ojciec kocha je ponad życie. Waśnie taka jest ta filmowa rodzina – pomimo wielu różnic, wspiera się ze wszystkich sił. Niejednokrotnie pojawiają się kłótnie, podczas których lecą iskry czy ostre słowa – nie od dziś jednak wiadomo, że nie ma róży bez ognia…

W ostatnich latach na mapie polskiej kinematografii trudno odnaleźć film tak dobrze napisany i zagrany. Moje córki krowy to słodko-gorzka pigułka, pełna humoru i ciepła rodzinnego. Kinga Dębska stworzyła osobisty, prosty i bardzo szczery obraz, który zostaje z widzem na długo. Reżyserka płynie pod prąd i pokazuje, że nie chce podporządkowywać się żadnym modom. Ręce same składają się do oklasków.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Pomóż nam

Strefa filmu

Repertuar kin

Zobacz na co warto iść do kina. Więcej »

Premiery

Nie zapomnij o najciekawszych premierach filmów. Więcej »

Informator

ABC każdego miłośnika filmu. Adresy, ceny biletów, itp. Więcej »

Polecamy