chocolatChocolat to sceniczny pseudonim Rafaela Padilli – pierwszego czarnoskórego klauna występującego w paryskim cyrku na przełomie XIX i XX wieku. Chocolat był jednym z pierwszych czarnoskórych, którzy odnieśli sukces w przemyśle rozrywkowym. Specjalizował się w pantomimie. W 1897 roku dyrektor Nowego Cyrku – Raoul Donval – stworzył specjalny duet, w skład którego wchodzili Chocolat i brytyjski klaun – George Footit. Komicy pracowali ze sobą przez dwadzieścia lat. Stworzyli wiele niezapomnianych skeczy, które zainspirowały cyrkowych artystów z całego świata.

„Chocolat” w reżyserii Roschdy’ego Zema opowiada o losach Rafaela Padilli. Poznajemy go jako młodego pracownika cyrku, jeszcze nie artystę. Z początku Chocolat nie wie nic o scenicznym rzemiośle, patentach na zaskoczenie publiczności, interakcjach z widzami. Dopiero spotkanie z Footitem powoduje przemianę, a tym samym pierwsze sukcesy.

Pomimo, iż film zrealizowany jest według podręcznika kina biograficznego, całkiem sprawnie wyłamuje się z tych sztywnych ram. Relacja głównych bohaterów to pasmo wzlotów i upadków, bardzo sprawnie zainscenizowanych, bez pompatyzmu i fajerwerków. Duża w tym zasługa aktorów. Omar Sy należy do ścisłej czołówki europejskich aktorów, a ciągłe wypominanie mu „Nietykalnych”, skądinąd świetnych, jest już teraz nie na miejscu. Aktor ma rzadki dar prezentowania skrajnych emocji w tym samym czasie – od radości po smutek, od pewności siebie po naiwność i zagubienie, od sukcesu po upadek. Partnerujący mu James Thierree wypada jeszcze ciekawiej, żeby nie powiedzieć lepiej. Jego fizyczna sprawność i bogata mimika twarzy to aktorski majstersztyk.

„Chocolat” porusza wiele tematów, jednak tym najbardziej znaczącym jest podejście publiczności (białej) do czarnoskórego artysty. Skecze, w których występuje bohater, polegają głównie na ośmieszaniu jego i jego ziomków. Uświadomienie tego faktu powoduje kolejną przemianę. Z chwilą opuszczenia kurtyny zaczyna się prawdziwy spektakl – wewnętrzna walka Chocolata z regułami panującymi poza sceną. Dodatkowym problemem okazuje się szybko zdobyta sława, z którą nie potrafi sobie poradzić.

Chocolat przypomina chwilami szekspirowskiego Otella, którego zresztą przychodzi mu grać na deskach teatru. Jednak to nie kwestia zazdrości o kobietę jest jego achillesową piętą, a pozwolenie innym na manipulację swoimi uczuciami. Zagubiony pomiędzy sławą, nieuczciwym biznesem i brakiem wiary w dobre intencje Footita pogrąża się coraz bardziej. Przy takim obrocie sprawy nie wiemy, czy śmiać się, czy płakać. W przypadku tego filmu – jedno i drugie.

Footit powiedział kiedyś do Chocolata: „Jesteśmy dwoma końcami tej samej monety. Zawsze wypadnie na nasze”. Czy wyjdziesz z seansu z uśmiechem, czy z łzami i tak nie pożałujesz.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
mamaija
Mama i ja – recenzja
smakzycia3
Smak życia 3 – recenzja
piksele
Piksele – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*