carrieEkranizacja debiutanckiej powieści Stephana Kinga, niegdyś nakręconej już przez Briana De Palmę, tym razem na duży ekran trafia za sprawą znanej chociażby z reżyserii niezapomnianego Boys don’t Cry Kimberly Price.

Reżyserka kojarzona głównie z dramatem tym razem  bierze na warsztat film grozy. Ociekająca krwią Carrie to opowieść o osiemnastoletniej Carrie White, która właśnie wkracza w dorosłe życie. Już w pierwszych scenach filmu możemy zobaczyć iż reżyserka wcale nie uciekła od swego ulubionego gatunku. Opowiada historię dramatu nastolatki  znajdującej się o krok od załamania nerwowego. Prześladowana przez rówieśników, terroryzowana przez matkę nie potrafi poradzić sobie z adaptacją w społeczeństwie. Szkolny incydent, który na zawsze ma odmienić jej życie, pozwala na odkrycie w sobie ukrytych zdolności, które później mają stać się przyczyną rozlewu krwi.

Film sugeruje refleksje na temat wychowania i problemów współczesnej młodzieży. Carrie mówi o trudach dorastania, problemach z nawiązywaniem nowych znajomości, akceptacją,  to wreszcie film o tym jak duży wpływ na kształtowanie młodego człowieka ma rodzina oraz rówieśnicy.  Reżyserka płynnie z dramatu przechodzi w horror w tradycyjny dla skrajnie komercyjnego kina amerykańskiego sposób, zarzucając nas, niekiedy wręcz przerysowanym, obrazem szkolnego życia tamtejszych nastolatków.

Wcielająca się w tytułową rolę  Chloë Grace Moretz  swoją grą aktorską i mimiczną wydaje się nie robić żadnych postępów z filmu na film. Wciąż wschodząca gwiazda amerykańskiego kina nie zachwyca a wręcz zostaje przyćmiona przez wciąż utrzymującą znakomitą aktorską formę Julianee Moore. Warto wspomnieć również o efektach specjalnych, które pojawiają się rzadko, a mimo to są  jednym ze słabszych punktów filmu. Postawić można pytanie, czy krok w kierunku tak bardzo komercyjnego kina nie był aby nieodpowiednim ruchem ze strony stosunkowo młodej reżyserki. Oczywiste jest, że nie będzie to pretendent do światowych nagród a co najwyżej do weekendowych rankingów, co głównie przypisać można znakomicie przeprowadzonej promocji.

Film warto zobaczyć z powodu trzech osób. Pierwsza to Stephan King i ekranizacja jego debiutanckiej powieści. Druga to Brian De Palma i jego interpretacja tej historii, która w zderzeniu z dzisiejszą wersją znakomicie ukazuje ewolucje reżyserskiej myśli kina grozy. Trzecia to wspomniana wcześniej Julianne Moore mimo lat nie tracąca formy, urody ani talentu, tym razem wcielając się w przerażająca matkę głównej bohaterki.

Carrie nie zachwyca, nie wywołuje skrajnych emocji, nie zmusza do rozpracowywania skomplikowanych zagadek, prawdę mówiąc nawet nie straszy. Porusza jednak  bardzo aktualny temat szykanowania słabszych wśród młodzieży, opowiada o konsekwencjach psychicznych ponoszonych przez ofiary nękania, pokazuje Nam do czego może prowadzić odrzucenie przez otoczenie i może dlatego warto się wybrać na nią do kina zanim zaginie w morzu masowo kręconych horrorów.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
nigdycietuniebylo2
Nigdy Cię tu nie było – recenzja
Tajemnice Joan – recenzja
milosc
Miłość (dokumentalny) – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*