Cafe_de_florePoruszający? To z pewnością. W Cafe de flore obserwujemy równolegle dwie historie: Jacqline (Vanessa Paridis) – samotnej matki, wychowującej syna z zespołem Downa i Antoine’a (Kevin Parent) – czterdziestolatka, który dopiero co zaczął nowe szczęśliwe życie po rozwodzie.

Na początku ich dzieje przedstawione są nieco chaotycznie. Liczne retrospektywy, a także różnica w miejscach i czasie nie pozwala nam się zorientować, o co tak naprawdę chodzi. Skutkuje to wyczekiwaniem na ten jeden moment, który w magiczny sposób zwiąże ich losy w jedną, spójną całość i nasyci naszą ciekawość.

Zanim to nastąpi (a wydarzy się to w sposób całkowicie zaskakujący), mamy okazję patrzeć na obraz codziennego życia Jacqueline, która jest całkowicie oddana Laurentowi. Każdy dzień budowany jest wokół starań dla rozwoju chłopca i otaczaniu go najprawdziwszym matczynym uczuciem. Wszystkie te sceny są głęboko wzruszające, wraz z upływem czasu coraz bardziej wzrasta nasz szacunek do bezgranicznej miłości matki do chorego syna. Inny obraz rzeczywistości objawia historia Antoine’a. Ze względu na zbieżność z faktami fabularnymi, które zbyt często pojawiają się w kinie jest ona mniej atrakcyjna dla widza. Rozwód sławnego DJ’a, a potem jego życie z kochanką i problemy z dziećmi wpadały w utarty schemat tego typu historii, gdyby nie jego relacja z byłą żoną. Antoine i Carol znają się od ponad dwudziestu lat, kiedy to byli jeszcze młodzi i uwierzyli, że uczucie między nimi jest wyjątkowe i będzie trwać wiecznie.

Wątek miłości w filmie występuje na zupełnie różnych płaszczyznach, więc na pozór jedyną łączącą dwie historie elementem jest tytułowe Cafe de flore. Dla siedmioletniego chłopca utwór będący niesamowitą kotwica akustyczną. Kojarzy się ze spokojem, matką, a potem z ukochaną. Antoine po pierwsze wrażliwy na sztukę muzyczną e względu na zawód, po drugie związany emocjonalnie z powodu byłej partnerki. Zarówno ten kawałek jak i reszta soundtracku daje wspaniały efekt w każdej scenie filmu- atmosferę melancholii, magii i nieco tajemnicy.

Człowiek myślący jedynie logiczny z pewnością stwierdzi, że Cafe de flore to jedynie kicz i masa truizmów. Co więcej przedstawiają one masę problemów, których jest jednak chyba za dużo w filmie, podczas którego niestety pojawia się myśl „ile to jeszcze będzie trwać?”. Jednak idąc w druga skrajność emocje i wzruszenia dostarczane głównie przez Vanessę Paradise dogłębnie pobudzają sferę uczuć.

Gorąco polecam widzom wrażliwym, doceniającym prawdziwe relacje i siły nimi kierujące, oraz wszystkim zainteresowanym wędrówką dusz.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
nimfomanka
Nimfomanka cz. 1 – recenzja
demon
Demon – recenzja
kacvegas3
Kac Vegas 3 – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*