brzuszekPiotr Matwiejczyk miał zachwycić mnie swym poczuciem humoru, które niezaprzeczalnie stanęło na podium elementów jego filmu Brzuszek, a tymczasem przeżyłam koszmar, ponieważ makabra żartów i sytuacji komicznych przypominały nieudany filmowy suflet, którego brzmienie opadło w trakcie pieczenia.

Komediowa omyłka, jaką stał się ten film, jest nie do porównania. Całość przypomina amatorski filmik wykonany przez ucznia szkoły średniej, który pomyślał, że każdy może film wykonać. Być może to taka konwencja – ale jeżeli już ją przyjąć, to też istnieje, chcąc nie chcąc, pragnienie zobaczenia czegoś niebanalnego. Film kłuje słabością środków wyrazu, opowieści i wykonania.

Reżyser postanowił przedstawić kolejno lawinę niefortunnych zdarzeń, zahaczając o niebanalne kwestie dialogowe – nie wyszło. Wyrażam to z przykrością, ale serce boli, kiedy ogląda się taki obraz. Historia jest poszarpana i nie do końca wyjaśniona. Jeden wątek – dwojga głównych bohaterów ogólnikowo został rozstrzygnięty, lecz dla pozostałych opowieść nigdy się nie skończy. Tak zostawiona narracja daje wrażenie niedosytu i braku – jałowość całości przenika do wnętrza widza. Brak spójności w filmie utwierdza mnie w przekonaniu, że twórca sam za bardzo nie wiedział, co zrobić ze swoimi bohaterami, przez to upewniłam się, że Matwiejczyk tych postaci nie zna. Wyeksponowane dialogi miały stać się głównym atutem filmu, lecz nie było – momentami zakrawają one o sztuczność, są słabe. Zostaje powiedziane wszystko, a nie widać tego na ekranie. Nie wiem, po co autorowi obraz w takim razie. W moim przekonaniu – myślę że nie tylko ja tak uważam, wielu innych widzów, zgodziłoby się ze mną – film to takie wspaniałe dzieło, dzięki któremu możemy zobaczyć cudowność sytuacji. Jeżeli bohaterowie powiedzą mi wszystko, to czuję wizualną pustkę i wychodzę z kina niezadowolona. Brzuszek spowodował, że byłam zażenowana poziomem filmu. Groteska, zmieszana z przesadą, sztucznością i nadmiarem bylejakości stały się nie do przełknięcia.

Dodatkowo, uważam, że techniczne środki wyrazu artystycznego były tutaj na poziomie zerowym. Przesadne i nieraz niepotrzebne zbliżenia atakowały mnie z każdym kolejnym ujęciem. Czasem nie na miejscu było takie zbliżenie, gdyż obraz sam wręcz domagał się otwartości. Przez cały film miałam wrażenie zamknięcia w ciasnej przestrzeni, gdzie nie ma miejsca na oddech – tak jakbym cierpiała na klaustrofobię i została zamknięta w niewielkim pokoju bez okna. Nie do wytrzymania! Potknięcia techniczne dały swój wyraz w ruszającej się kamerze, którą jakby ktoś, co jakiś czas, niechcący kopnął, ale z braku czasu czy chęci reżyser postanowił takie ujęcie zostawić. Montaż również nie zachwyca – tradycyjność połączeń i prostota wykonania nie pozostawiły pozytywnych odczuć.

Filmem włada przeciętność, słabość tekstów, sztuczność aktorów oraz okropne wykonanie techniczne, dlatego pozostaje mi powiedzieć jedno – nie idźcie na ten film. Nie życzę wam rozczarowania i współtowarzyszącego poczucia filmowej klęski.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
lowcyglow
Łowcy głów – recenzja
kochanekrolowej
Kochanek królowej – recenzja
megamocny
Megamocny – recenzja
1 Komentarz
  • Lukasz
    25 grudnia 2014 at 05:26

    Zdaje mi sie, ze krytyk swoje, a publicznosc swoje. Mi sie podobalo i nie slyszalem ani jednej opinii od moich znajomych, ze film byl slaby. Nie jest to moze majstresztyk, ale na pewno oglada sie z przyjemnoscia.

    Pozdrawiam pania Dominike ( autorke recenzjii) i doceniam oryginalnosc porownania filmu do „sufletu, ktorego brzmienie opadlo w trakcie pieczenia”. Dzieki temu dopadla mnie ochota na suflet ( taki prawdziwy, z owocami) i bardzo pani bardzo wdzieczny za poszerzanie mojej wiedzy kulinarnej

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*