boyWzruszająca opowieść o jedenastoletnim chłopcu – marzycielu. Przypowiastka o tym, że dziecko bywa czasem dojrzalsze od swojego rodzica. Kino najwyższej klasy.

Na wstępie muszę przyznać, iż ten skromny, nowozelandzki film niesamowicie mnie wzruszył. To jedna z najlepszych produkcji, jakie widziałem w tym roku. Polecam ją każdemu – będę to powtarzał na każdym kroku, ponieważ reklama „Boya” w Polsce jest znikoma i pewnie niedługo obraz ten zniknie z ekranów kin. Idźcie i oglądajcie, zabierzcie znajomych ze sobą i polecajcie każdemu, kogo napotkacie.

Boy to jedenastoletni chłopiec, wielbiciel Michaela Jacksona, który pod nieobecność niani (babci) musi opiekować się całą rodziną. Otaczający go świat wcale nie jest taki zwykły. Jemu bratu, Rocky’emu wydaje się, że posiada supermoce – w dniu porodu zmarła ich matka. Sam Boy całe dnie snuje się po obrzeżach Nowej Zelandii z grupą przyjaciół, czasami zrywają marihuanę na polu, czasami rzucają w krowy błotem. Aż wreszcie, po wielu latach odsiadki, pojawia się ojciec – tak dalece wyczekiwany i ukochany przez Boya. W oczach nastolatka mieni się niczym superbohater, chociaż naprawdę to drobny cwaniaczek po wyroku, który ani nie potrafi, ani nie chce dorosnąć.

Co jakiś czas w kinach pojawiają się „perełki”. Przeważnie są to produkcje skandynawskie lub naszych braci zza południowej granicy. Tym razem perła przypłynęła aż z dalekiej Nowej Zelandii. „Boy” to wzruszająca opowieść o dojrzewaniu. Prosta, wzruszająca historyjka, która z komedii zamienia się z czasem w dramat. Produkcji uroku dodają niezwykłe ujęcia, absurdalne nieraz scenki (np. ojciec tańczący w marzeniach bohatera moonwalk). Do tego dodać trzeba cudną muzykę oraz plenery.

Całość daje nam jeden z najlepszych filmów tego roku. Niestety w naszym kraju pojawił się w niewielkiej ilości kopii i radzę jak najszybciej udać się do kina, bo warto, trzeba. To obraz dla każdego wielbiciela dobrych, inteligentnych filmów z nutką absurdu i cudowności. Produkcja o i dla marzycieli i „Don Kichotów”. Jeśli ktoś oglądał „Orzeł kontra rekin” to podpowiem, iż to kolejne dzieło reżysera tego filmu, Raika Waititi, jednak jeszcze o klasę lepsze. Jeszcze raz polecam.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
piksele
Piksele – recenzja
lorax
Lorax – recenzja
paranormal2
Paranormal activity 2 – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*