bogowieAbsolutny zwycięzca tegorocznego festiwalu filmowego w Gdyni wkracza na ekrany polskich kin. Pięć statuetek, w tym za najlepszą pierwszoplanową rolę męską, najlepszy film i scenariusz-  lepszej rekomendacji chyba nie potrzeba.

Tytułowi „Bogowie” to kardiochirurdzy. Nie zawsze są wierzący, uznają, że źródło uczuć znajduje się w mózgu, zaś serce to wyłącznie mięsień. Nie będzie jednak nadużyciem jeśli pozwolę sobie stwierdzić, iż życie wielu pacjentów podczas operacji znajduje się właśnie w ich rękach. Do grona „Bogów” należy również Zbigniew Religa (Tomasz Kot) – niezwykle ambitny, pełen charyzmy oraz hartu ducha lekarz, który wbrew wszystkim chce podjąć ryzyko i dokonać pierwszej w Polsce transplantacji serca. A czasy na ten trudny, wręcz heroiczny wyczyn wybrał niezwykle niesprzyjające – lata 80-te XX wieku. 

Niezaprzeczalnie fabułę filmu napisało życie. Scenarzysta Krzysztof Rak tchnął w nią jednak nową energię. Smaczku dodają jej również humorystyczne wstawki, które pozwalają odetchnąć widzowi pomiędzy kolejnymi scenami. Przykładem na to jest fragment, w którym bohater podejmuje akcję ratowania życia, gdyż jak sam twierdzi akurat przechodził w pobliżu szpitala. Nie da się ukryć, że „Bogowie” to linearna opowieść, której bohaterowie pokonują kolejne przeszkody, aby osiągnąć tak ambitne cele, dopiąć swego. Ośmielę się stwierdzić, że to kino w amerykańskim stylu- dynamiczne, pełne zwrotów akcji – skierowane do każdego rodzaju widza. A ten podczas projekcji wzrusza się, bawi – seans upływa szybko, słowem film bardzo dobrze się ogląda.  Czego chcieć więcej?

Palkowski z Rakiem tworząc „Bogów” kroczyli nad przepaścią, jeden błąd mógł bardzo wiele kosztować. Akcja filmu rozgrywa się po upadku stanu wojennego w Polsce. Nie trudno się domyśleć, że twardą i silną otoczką działań, misji Zbigniewa Religii i jego zespołu staje się m.in. partia. W obrazie tym pojawiają się więc: milicjanci, działacze czy partyjniacy, jednak nikt nie zamierza ich oceniać. Nie ma przekłamywania, z historią trudno polemizować. Plus dla twórców również za brak retrospekcyjnych kawałków w stylu: jak Religa dostał się do warszawskiej kliniki prof.Wacława Sitkowskiego, czy jak wyglądało wcześniejsze życie docenta. Palkowski z Rakiem z pełną premedytacją wykorzystali biografię swojego bohatera do ukazania dramatycznej walki o możliwość przeprowadzenia transplantacji serca. Religa posłużył twórcom niczym skalpel chirurgiczny – to właśnie on nadaje rytm tej opowieści.

Wielka w tym zasługa brawurowej roli Tomasza Kota, który zdecydowanie wybija się ponad przeciętność i kradnie cały film dla siebie. W oparciu o osobę Zbigniewa Religi buduje własną postać. Opiera się on przede wszystkim na języku ciała, sposobie poruszania się i mimice. Jego nieodłącznym kompanem jest również papieros, który towarzyszy mu (nawet tuż przed pierwszym transplantacyjnym zabiegiem) w każdej chwili życia. Skoro już o tym rekwizycie mowa to trzeba podkreślić, że dym z fajek u Palkowskiego jest tak gęsty i wszechobecny, że można by na nim siekierę powiesić. To również charakterystyczny element lat PRL-u.  Podobnie jak szklanka z kawą, która również towarzyszyła Relidze w codziennym życiu.

Zadymiony klimat uzupełniają lekko przykurzone zdjęcia Piotra Sobocińskiego jr. oraz scenografia. Oba te elementy pozwalają widzom przenieść się o dwie dekady wstecz, aby towarzyszyć prezentowanym postaciom. Wspólnie z nimi przeżywać niepowodzenia, odnosić sukcesy, zaglądać do kieliszków, bawić się, wykłócać o swoje. Jako widzowie asystujemy lekarzom przy operacjach i widzimy jak zaczyna bić serce pacjenta po przeszczepie. Nasz mięsień również zaczyna szybciej pracować. Dlaczego? „Bogowie” udowadniają, że Polacy nadal potrafią tworzyć kino przez wielkie „K”.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
pingwiny
Pingwiny z Madagaskaru – recenzja
wizyta
Wizyta – recenzja
wielkienadzieje
Wielkie nadzieje — recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*