biletnaksiezycNominacja do Złotych Lwów i nagroda za najlepszy scenariusz na tegorocznym festiwalu w Gdyni – to najważniejsze wyróżnienia dla najnowszego filmu Jacka Bromskiego Bilet na księżyc. Czy owe laury są zasłużone? Można się o tym przekonać, bowiem obraz ten od kliku dni dostępny jest na ekranach polskich kin.

Końcówka lat 60-tych ubiegłego stulecia. Małe miasteczko, gdzieś na południowym krańcu Polski. Adam Sikora (Filip Pławiak) właśnie skończył szkołę i rozpoczął wakacje. Chłopak jednak nie chce próżnować, postanawia zgłosić się do wojska, aby móc wcześniej zakończyć służbę i  następnie ułożyć sobie życie z ukochaną Danusią (Kaja Walden). Pech jednak chce, że młodzieniec skierowany zostaje do Marynarki Wojennej. Czeka go zatem długa rozłąka z najbliższymi, ale i również jak nie trudno się domyślić trzyletnia szkoła życia. Los jak widać rzuca ambitnemu chłopakowi kłody pod nogi. Nie jest on jednak sam ze swoimi problemami. Z pomocą przychodzi mu starszy brat Antoni (Mateusz Kościukiewicz), który postanawia wprowadzić młodego w dorosły świat – obaj więc wyruszają w długą podróż pełną przygód, która swoją metę ma w jednostce wojskowej w odległym o setki kilometrów Świnoujściu. Dla braci będzie to droga niemal tak ważna, jak dla Neila Amstronga i załogi Apollo 11 wyprawa na księżyc. Właśnie wieści z florydzkiego przylądku Canaveral są tłem dla wydarzeń towarzyszącym rodzinie Sikorów  – oba te wątki w pewnym sensie nawet się ze sobą zazębiają.

Wspomniałem o nagrodzie za scenariusz dla Jacka Bromskiego. Szczerze powiedziawszy jestem tym faktem zaskoczony. Owszem, początkowo film ogląda się świetnie, aż przypominają się losy bohaterów z Królowego Mostu – jest lekko, miło i przyjemnie. Obyczajowy obrazek okraszony sporą dawką humoru. Oglądając Bilet na księżyc przypomniał mi się również serial Podróż za jeden uśmiech, tutaj podobnie jak w cyklu telewizyjnym mamy dwie spokrewnione ze sobą osoby, są one zupełnymi przeciwieństwami, jadą  z południa kraju nad morze, po drodze przeżywają całą masę przygód – nic dodać nic ująć. Oczywiście, motyw przewodni tej wycieczki u Bromskiego jest zgoła różny od tego u Stanisława Jędryki. Pierwszą podstawową różnicą jest cel podróży, drugą zaś fakt, iż Bilet na księżyc to tytuł skierowany zdecydowanie do starszej części publiczności, niemniej podobieństwa są zauważalne. Szkoda jednak, że w pewnym momencie losy bohaterów się rozchodzą, a cała zbudowana wcześniej konstrukcja się rozpada. Historia z obyczajowej komedii drogi przeinacza się w średniej jakości melodramat i po pojawieniu się napisów końcowych pozostaje w nas ogromny niedosyt. Dlatego też twierdzę, że scenariusz jest interesujący, ale tylko do pewnego momentu. Ciekawie natomiast prezentuje się obsada filmu. Na pierwszy plan wybija się tutaj bezapelacyjnie Mateusz Kościukiewicz, którego każde pojawienie się na ekranie dodaje całości kolorytu i co ważne wywołuje u widowni salwy śmiechu. Można zarzucić jego bohaterowi zbytnie nadużywanie słownictwa powszechnie uważanego za wulgarne, ale zważywszy na to, że to wojsko go tak „wyprostowało” jesteśmy w stanie wybaczyć mu pewne zachowania.

Antoni Sikora, to chłopak, który z niejednego pieca chleb jadł, a i żadnej pięknej dziewczynie nie przepuści. Życie ma tylko jedno i taką samą maksymę stara się przekazać młodszemu bratu. W tego z kolei wciela się Filip Pławiak i paradoksalnie jako główny bohater tej opowieści świetnie uzupełnia się z Kościukiewiczem. Adam, to stonowany, spokojny chłopak, który kocha tę jedną kobietę i mimo że ta jest głęboko wierząca i do grzechu nie skora, to z żadną inną chłopak umawiać się nie chce. Jest on uczciwy, poukładany, wręcz przekoloryzowany, ale właśnie to jest jego podstawową siłą – kontrastując, komponuje się idealnie z filmowym bratem. Uważam jednak, że niepotrzebnie w jego usta włożono kilka wulgaryzmów, ponieważ zwyczajnie nie pasują one do charakterystyki bohatera i jego sposobu przedstawienia tej postaci. Oprócz wspomnianej dwójki na ekranie u Bromskiego pojawia si plejada polskich aktorów. W tej grupie wybija się Andrzej Grabowski, który jako pracownik koli jest wręcz genialny. Jego byt na ekranie jest krótki, ale niezwykle śmieszny. W tej epizodycznej roli zawarto kwintesencję epoki komunizmu, a także przedstawiono typowy obraz Polaka tamtego okresu. Dodatkowo w filmie możemy podziwiać Krzysztofa Stroińskiego, Bożenę Adamek, Annę Przybylską, Łukasza Simlata czy Andrzeja Chyrę – każda z tych postaci dokłada coś do tej opowieści i tak naprawdę trudno przyczepić się do któregokolwiek z bohaterów. W Bilecie na księżyc pojawia się również kilku filmowych debiutantów m.in. Kaja Walden czy Marta Dylewska. Ich role do wybitnych z pewnością nie należą, ale co ważniejsze, nie irytują i nie przeszkadzają w odbiorze opowiadanej historii. Śmiało więc mogę stwierdzić, że ów film aktorstwem stoi. Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze delikatne i subtelne zdjęcia Michała Englerta, które bardzo trafnie oddają obraz polskiej wsi. Paradoksalnie, gdyby nie kilka szczegółów, to można by stwierdzić, że Bilet na księżyc jest obrazem dziejącym się współcześnie. Polska wieś z lat 60-tych czy 70-tych niewiele różni się od tej z XXI wieku. Zresztą nikomu nie trzeba tego specjalnie tłumaczyć, zwłaszcza jeśli ktoś bez mrugnięcia okiem przyjmuje chociażby motywy z trylogii U pana Boga…

Najnowszy film Jacka Bromskiego nie jest zatem dziełem doskonałym, ale nie należy też to grupy polskich tandetnych opowiastek – przyjemnie zabija nim się czas. Po raz kolejny reżyser ten potrafi bawić widownię swoimi niewybrednymi żartami, czy sytuacjami wynikającymi z konkretnych zachowań. Jeśli nie jesteśmy nazbyt wybredni i szukamy w kinie delikatnej rozrywki, to Bilet na księżyc jest tytułem dla nas odpowiednim. Musimy tylko przyjąć dwie kwestie, nie obrażać się na zawarte w obrazie stereotypy i dać się wciągnąć w tę opowiadaną historię. Szkoda jednak, że w pewnym momencie „para idzie w gwizdek”. Widać nie można mieć w kinie wszystkiego, a Królowy Most jest tylko jeden.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
siedmiuwspanialych
Siedmiu wspaniałych – recenzja
Dom, który zbudował Jack – recenzja
zimowysen
Zimowy sen – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*