Bazyl. Człowiek z kulą w głowie – recenzja

bazylDobry film, jak mawiał Alfred Hitchcock powinien rozpocząć się od trzęsienia ziemi. W „Bazylu” nic się nie trzęsie, ale wszytko rozpoczyna wybuch miny.

  
W tym wybuchu ginie ojciec tytułowego bohatera. Trzydzieści lat później Bazyl przypadkowo zostaje postrzelony w głowę. Lekarze postanawiają zostawić odłamek, jego usunięcie mogłoby być tragiczne w skutkach. Widzimy już, co jest „podstawą” tej produkcji – „żyj tak, jakby każdy dzień był ostatnim dniem twojego życia”. W każdej chwili odłamek może zabić bohatera.

Ten zmuszony przez los rozpoczyna życie koczownika. Z czasem w głowie pojawia się plan, zemsta na firmie, która stworzyła amunicję, którą go postrzelono i na tej, która stworzyła minę, przez którą zginął Bazyla ojciec.

Jean-Pierre Jeunet. To nazwisko elektryzuje każdego konesera kina. „Amelia”, „Miasto zaginionych dzieci” Delikatessen”, to tylko trzy z wielu wybitnych dzieł tego twórcy. Sześć lat po jego ostatnim filmie („Bardzo długie zaręczyny”) w polskich kinach pojawił się „Bazyl. Człowiek z kulą w głowię”. I… posypały się gromy krytyków w stronę tego reżysera.

Klimat pozostał ten sam – magiczno-realistyczny. To znak firmowy Jeuneta,  obok Gilliama największego piewcy „cudowności” w filmie. Można nawet powiedzieć, iż Bazyl to nie tyle przeciwieństwo, co druga strona Amelii. Dziewczyna pomagała wszystkim polepszając świat, Bazyl chce ulepszyć rzeczywistość uprzykrzając życie złoczyńcom. Problem polega na tym, że w tym przypadku mamy do czynienia wyłącznie z czarną, sympatyczną komedyjką. Nie jest to wybitna produkcja, po prostu kino z lekka komercyjne.

Gdy „Bazyla” będzie się oglądać w ten sposób, jako przyjemną rozrywkę, film się sprawdza. Jeśli jednak widz poszukuje czegoś „nad”, jakiegoś przełomu w kinematografii, zawiedzie się.  „Bazyl” to porządna produkcja, fajnie zrealizowana, nakręcona i zagrana. Momentami czerpiąca wzorce z klasyki np. Charliego Chaplina. I tak jak ta klasyka w warstwie fabularnej nie jest skomplikowana. Czy to zarzut? Nie do końca. Nie każdy film, nawet najwybitniejszego twórcy, musi być wybitny. „Bazyl” to film do obejrzenia, raczej na raz, ale do obejrzenia. Nic „nad”, ale kawał porządnej roboty.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Pomóż nam

Strefa filmu

Repertuar kin

Zobacz na co warto iść do kina. Więcej »

Premiery

Nie zapomnij o najciekawszych premierach filmów. Więcej »

Informator

ABC każdego miłośnika filmu. Adresy, ceny biletów, itp. Więcej »

Polecamy