amyTej artystce nie można było odmówić talentu wokalnego oraz tekściarskiego. Miała świetny, jazzowy głos, młodość i sławę. W najlepszym momencie jej kariery miała również rzeszę fanów, a jej twórczość zbierała liczne nagrody środowiska muzycznego. Z drugiej strony nie można było także zaprzeczać jej kłopotom: uzależnieniu od alkoholu i narkotyków, toksycznemu związkowi czy problemom zdrowotnym. Życiorys Amy Winehouse, bo o tej artystce mowa, stał się właśnie tematem filmu dokumentalnego zatytułowanego po prostu „Amy”, a jego reżyser Asif Kapadia uwypuklił zarówno jej wzloty, jak i upadki, choć tych drugich było zdecydowanie więcej.

Dokument o Winehouse w zasadzie przeprowadza nas przez jej życie od początku jej debiutu aż do dnia jej śmierci, pokazując jak mocno jej życie prywatne i kondycja psychiczna związane były, a właściwie oddziaływały, na jej twórczość i teksty utworów. Asif Kapadia przedstawia nam wszystko opierając się mocno na prywatnych materiałach filmowych i głosowych rodziny, przyjaciół, managerów i producentów wokalistki. Na ekranie dominują więc prywatne filmy wideo, zdjęcia – również te z mediów, nagrania rozmów telefonicznych, filmy zza kulis i z sesji nagraniowych oraz fragmenty koncertów. Zadziwiające jak dużą liczbę materiałów udało się zebrać twórcom tej produkcji – całość filmu trwa bite dwie godziny, z których znakomita większość to właśnie pozyskana przez reżysera amatorska dokumentacja fragmentów życia Amy.

Wszystkie te materiały opatrzone są zaś komentarzami osób, które znały Winehouse. Co ciekawe, komentarze te dobiegają do naszych uszu gdzieś spoza kadru, nie ma więc w tej produkcji typowych gadających głów udzielających wypowiedzi prosto w oko kamery. I trzeba przyznać, jest to jak najbardziej celny zabieg. Podobnie jak trafnym manewrem jest oparcie soundtracku głównie na piosenkach wokalistki w taki sposób, że pojawiają się one w filmie w adekwatnym do czasu ich powstania momencie. Dzięki temu utwory stają się uzupełnieniem życiorysu wokalistki, bo jakby nie było, ich tekstowa warstwa opowiada o wielu wydarzeniach z życia tej dziewczyny.

Wydarzeniach, które Kapadia przedstawia nam chronologicznie, bez zbędnego mieszania kolejności. Po kolei więc możemy zobaczyć Winehouse jako pogodną, zwykłą dziewczynę otoczoną kilkoma przyjaciółmi i debiutantkę na rynku muzycznym. Widzimy jak rozwijała się jej kariera, a ona sam powoli stawała się rozpoznawalna, jak cieszyło ją tworzenie muzyki, ale już przytłaczała sława. Reżyser zaś absolutnie nie ucieka od przykrych momentów w jej życiu, wręcz przeciwnie. Wydaje się nawet, że to właśnie tych gorszych zdarzeń jest więcej, że to one są tu podkreślone – zauważcie jak w wielu scenach Kpadia eksponuje na przykład otaczające wokalistkę flesze paparazzich czy zdjęcia przedstawiające ją pijaną. Za tą uśmiechniętą, małą Amy stoi bowiem rozwód jej rodziców, bulimia, na którą zapadła już w okresie nastoletnim, rozgłos, który stopniowo męczył ją coraz bardziej. W końcu mamy i burzliwy związek z Blake Fielder-Civilem, trudną relację z ojcem oraz uzależnienie od alkoholu i narkotyków, które ostatecznie doprowadziło do tragedii.

Widać, że przyjęta przez Asif Kapadia perspektywa zmierza w jednym kierunku. Poniekąd wskazuje on winnych (winnych według niego) śmierci tej utalentowanej dziewczyny, rozkładając jednak ciężar tej odpowiedzialności. Z filmu ewidentnie wynika, że winnym był i mąż Winehouse, i jej ojciec, ale także media i opinia publiczna, która ją osaczyła. Najmniej zaś winną tragicznej śmierci była, jak widać, sama Amy.

Cóż, z tej perspektywy „Amy” Asifa Kapadia jest raczej ponurym obrazem tego, jak łatwo można spaść z piedestału i przedwcześnie zakończyć życie. Choć od strony realizatorskiej nie można się tu do niczego przyczepić i jako dokument jest to bardzo przyzwoita produkcja to jednak całość ogląda się ciężko, głównie dlatego, że twórca uwypuklił tą ciemną stronę życia Winehouse. Na pewno jest to pozycja obowiązkowa dla fanów wokalistki i wielbicieli jej głosu, choć pewnie wielu widzów obejrzy ten dokument z czystej ciekawości.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
najdluzsza
Najdłuższa podróż – recenzja
naskrajujutra
Na skraju jutra – recenzja
opowiesci3
Opowieści z Narnii: Podróż Wędrowca do Świtu – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*