ambassadaJak wyglądałby świat gdyby II wojna światowa nie zapisała się na kartach historii? Na to pytanie próbuje odpowiedzieć Juliusz Machulski w swojej najnowszej komedii Ambassada. Plan uratowania globu przed Adolfem Hitlerem i jego niecnymi zamiarami jest prosty – należy dyktatora… pozbawić wąsika.

Młode małżeństwo Mela (Magdalena Grąziowska) i Przemek (Bartosz Porczyk) przeprowadzają się do Warszawy, aby pod nieobecność stryja (Jan Englert) popilnować jego mieszkania. Od pierwszej nocy parę zastanawiają dziwne odgłosy za ścianą. Przestraszeni i zainteresowani tym faktem wyszukują informacji o tym miejscu. Wszystko wskazuje na to, iż w budynku, który oni aktualnie zamieszkują, przed II wojną światową mieściła się ambasada III Rzeszy. Paradoksalnie ona wciąż się tam znajduje. Niemożliwe? Wystarczy wsiąść do windy i zjechać na III piętro, a tam już będą czekać gestapowcy, Ribbentrop (Adam „Nergal” Darski), a także sam fuhrer (Robert Więckiewicz).

Pomysł fabularny zły nie był, choć na mój gust winda jako wehikuł czasu, to mocno infantylne zagranie twórców. Zdecydowanym minusem owej produkcji jest również długi wstęp, który w połączeniu z aktorstwem rodem z seriali docu-soap zwyczajnie męczy widza. Para Grąziowska – Porczyk jest tak sztywna, że zastanawiam się, czy aby aktorzy podczas zdjęc nie mieli włożonych kijów w miejsce, gdzie kończy się szlachetna nazwa pleców? Całe szczęście dla Porczyka, że Machulski obsadził go w dwóch rolach –  lepiej aktor sprawdza się w tej drugiej – niemieckiego oficera Antona. Prawdziwym odkryciem jest natomiast muzyk „Nergal” – minister III Rzeszy w jego interpretacji to straszno-śmieszny facet, w którego lider Behemotha idealnie się wpasował. Z jednej strony twardy żołnierz, z drugiej zaś wrażliwy mężczyzna, który zawsze chciał zostać… muzykiem. Brakowało mi jeszcze przy nim tylko chóru polskich żołnierzy, który będzie mu dośpiewywać refren, gdy ten zacznie rozckliwiać się nad swoim losem. Fani grupy Monty Python powinni wiedzieć o czym mówię. Jeśli ktoś nie zna odniesienia, to niech zajrzy do Skeczu o fryzjerze, który zawsze chciał być drwalem. Warto więc podkreślić, że Juliusz Machulski czerpał pewne inspiracje skeczami wspomnianego brytyjskiego kabaretu. Idealnym przykładem na to są także sceny tortur, w które wchodziło wykręcanie sutków, czy cięcie ciała białą kartką papieru. Niestety, w tym miejscu właśnie kończy się mój pozytywny odbiór najnowszej komedii twórcy Kilera. Przepraszam, pozostaje jeszcze kwestia Roberta Więckiewicza w roli Adolfa Hitlera. Cóż, ostatnio widziałem go we wcieleniu Lecha Wałęsy, teraz przybiera twarz innego, również istotnego dla historii świata człowieka i ponownie robi to bardzo dobrze. Filmowym dyktatorem w przeszłości był przecież nawet sam wielki Charles Chaplin, więc poprzeczka wisiała bardzo wysoko, niemniej charyzmatyczny polski aktor wykreował zupełnie inną, karykaturalną postać mordercy z Linzu. Jego Adolf to słaby i uległy gość, który całą winę za swe grzechy zrzuca na swojego sobowtóra Lepke – taki dobry wujek, który krzywdy nikomu nie zrobi. Więckiewicz ponownie pokazuje, że umie wcielić się w każdego bohatera, pomaga mu w tym również wrodzona nutka komizmu we krwi. Przykro, że to tak mała rólka. Szkoda również, że aktor zmuszony był do puszczania bąków na ekranie – żenujący poziom, który zabija pozytywną resztę.

Wspomniałem już, że najnowsze dzieło Juliusza Machulskiego roztacza nad sobą aurę absurdu – reżyser w tego typie komedii jednak się nie sprawdza. Jest asekurantem, robiącym pewne ostrożne kroki, o których ktoś nadwrażliwy mógłby śmiało powiedzieć, że dotykają one granicy dobrego smaku. Problem tkwi jednak zupełnie gdzie indziej, reżyser boi się zrobić jeszcze jeden, decydujący sus, który w pełni pozwoli mu wejść do magicznej krainy dziwactw. W rezultacie jego nowa komedia zamiast śmieszyć głównie żenuje (choć są wyjątki), bądź pozostawia widza obojętnym na ekranowe wydarzenia. Po raz kolejny stwierdzam, że sam pomysł nie wystarczy, zwłaszcza gdy ma się kiepsko napisany scenariusz, z dużą dawką drętwych dialogów. Jest to tyle zastanawiające, co niepokojące, przecież w większej części kariery twórcy Seksmisji, to właśnie ekranowe rozmowy stanowiły atut jego produkcji. Wiele cytatów z tych filmów weszło w obieg mowy codziennej i mimo upływu lat pozostają w niej do dzisiaj. Niestety z pustego i Salomon nie naleje, więc nawet „Nergal” z Więckiewiczem tutaj nie pomogą.

Dodatkową szalę goryczy przelewa jeszcze strona techniczna filmu. Efekty specjalne są naprawdę specjalne, bowiem dawno nie widziałem w dziele kinowym, tak fatalnej oprawy graficznej. Wybuchy czy naloty, są tak sztuczne, że aż chce się wyjść z siebie. W porządku, polskie kino technologią nigdy nie grzeszyło – można więc na pewne rozwiązania przymknąć oko. Ukazywanie jednak wojennych czasów za pomocą filmików, które przypominają przerywniki rodem z gier wideo, to już grzech śmiertelny i nie do wybaczenia. Kiepsko prezentuje się także montaż dźwięku – jesteśmy przekonani, że oglądamy polski film, ale odbieramy go jak zdubbingowany. Nie jestem ekspertem od spraw technicznych, ale te ubytki bardzo rzucają się w oczy i nie pozwalają przejść obok nich obojętnie.

Ambassada to niestety kiepska propozycja, która w mojej ocenie jest mocnym kandydatem do przyszłorocznych Węży. Z przykrością stwierdzam, że reżyser jeszcze nie tak dawno potrafiący rozśmieszyć mnie do łez, obecnie nie ma zbyt wiele ciekawego do przekazania, o samym rozśmieszaniu już nie wspominając. Miało być miło i rubasznie jak w Allo, Allo, absurdalnie jak w Latającym cyrku Monty Pythona, a wyszło jak zawsze. Można odnaleźć i rozszyfrować Enigmę, zapobiec wielkiej wojnie, zgolić wąsik Hitlerowi, można w kinie pozwolić sobie przecież jeszcze na znacznie więcej. Stworzyć jednak śmieszny polski film utrzymany w absurdalnej konwencji to już wyższa szkoła jazdy. Nawet sztandar współczesnej rodzimej komedii Juliusz Machulski na tym gruncie odnosi porażkę.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
Człowiek, który gapił się na kozy – recenzja
zolwieninija
Wojownicze żółwie ninja: Wyjście z cienia – recenzja
Ból i brzask – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*