alojzyW programach filmowych festiwali często znajduje się wiele premierowych tytułów. Jeden z nich – laureat tegorocznego Berlinale w sekcji „Panorama” – otworzył 7. edycję Festiwalu Krytyków Sztuki Filmowej Kamera Akcja.

Alojzy (Georg Friedrich) jest prywatnym detektywem. Nie wyróżnia się w tłumie, jest jednym z szarych obywateli, jakich na świecie wielu. Sposób bycia zdecydowanie ułatwia mu pracę, która jest jednocześnie jego największym hobby. Mężczyznę pasjonuje podglądanie i podsłuchiwanie ludzi. Po śmierci ojca nie może odnaleźć się w swoim świecie. Ukojenia szuka w alkoholu, który niejako odmieni jego życie. Sprawi, że wyalienowany detektyw będzie musiał otworzyć się na świat i swoją… wyobraźnię.

Tobiasa Nolle’a nieco przypomina głośną produkcję Spike’a Jonze’a – Ona. Bohater szwajcarskiego reżysera jest samotnikiem, podążającym własnymi ścieżkami. Jego monotonne życie zmienia się dopiero w momencie, gdy usłyszy w słuchawce głos Very (Tilde von Overbeck). Nawiązuje z nią porozumienie, rozpoczyna zaskakującą telefoniczną „grę” – wędrówkę po własnych marzeniach. Siedząc w dusznym, ponurym pokoju, w którym każdy ruch czy głos jest rejestrowany, przenosi się w sfery dotąd mu nieznane. Są one mocno odrealnione, balansują na granicy snu i jawy, życia i śmierci – trudno jest je rozgraniczać, ostatecznie okazują się autopułapką. Miast pozwolić żyć pełną piersią, uwypuklają jego liczne słabości. Georg Friedrich wcielający się w tytułowego Alojzego kapitalnie odnalazł się w skórze swojego bohatera. Każdy jego ruch, czy gest (jest w nich bardzo oszczędny) wydaje się być puzzlem umożliwiającym zbudowanie postaci od podstaw. Początkowo wzbudza ona odrazę, strach, by następnie na naszych oczach zmieniać się na lepsze. Mimo zdawkowości, to właśnie dzięki tym elementom jesteśmy w stanie go pojąć. Może nie polubić (choć też można spróbować), ale właśnie zrozumieć. Niejako wbić się pod jego skorupę, poczuć samotność, zagłębić się w czeluści melancholijnego jestestwa. Mając ogląd na sprawę można nawet się zastanowić – czy ktoś nie próbuje nas oszukiwać? Czy czasem nie zostaliśmy wciągnięci do labiryntu pełnego pozornych pytań bez odpowiedzi?

Tych rzeczywiście nie otrzymujemy. Jeśli jednak problemy i rozterki głównego bohatera są tylko jego kolejnymi wymysłami, wydaje się, że w konsekwencji nie można ich oczekiwać. Kolejne sceny tylko utwierdzają w takim przekonaniu, jednakże ich artyzm raz po raz łechce umysły i zmusza do głębokich refleksji. To trochę tak, gdy próbujemy rozwiązać krzyżówkę „Jolkę”, w której podane są wyłącznie hasła, ale brakuje wskazówek, gdzie można by je wpasować. Tobias Nolle świadomie myli tropy, by jego dzieło stało się jeszcze bardziej tajemnicze, intymne, może nawet przerażające. Początkujący reżyser żongluje konwencjami gatunkowymi, nadaje im nowych cech. Jego debiut przybiera postać dramatu psychologicznego, romansu, komediodramatu, a także onirycznej baśni. W osiągnięciu zamierzonych efektów pomagają mu nie tylko sprecyzowana artystyczna wizja, czy główny aktor, ale i piękne, wręcz hipnotyzujące symetryczne kadry. Statyczne, zimne, przejmujące, pełne niedopowiedzeń zdjęcia potęgują emocje – sprawiają, że filmową atmosferę można kroić nożem.

Tytułowy samotnik jest odzwierciedleniem współczesności. Przecież dookoła nas znajduje się wiele podobnych mu osób, które dążą do (nieosiągalnego) szczęścia. Po drodze napotykają wiele problemów. Nie można ich przeskoczyć, trzeba podjąć rywalizację. Seans z Alojzym przypomina powolny spacer po ludzkiej psychice.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
prawdziwamilosc
Prawdziwa miłość – recenzja
badboysplakat
Bad Boys. Cela 425 – recenzja
Rocketman – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*