akacjeKlasyczne kino drogi, gdzie akcja jest niespieszna i kontemplacyjna. Film jakby „nie z tej epoki”.

Akacje bardzo dobrze przyjęto na międzynarodowych festiwalach. Nagrodzono je m.in. podczas zeszłorocznego Cannes oraz MFF w San Sebastian. To już spora rekomendacja dla tego bardzo skromnego obrazu.

Opowieść jest bardzo prosta. On – Rubén (Germán de Silva), małomówny kierowca przewożący przez kraje ameryki południowej bele z drewna. Ona – Jacinta (Hebe Duarte), samotna matka chcąca dostać się ze swoją małą córeczką z Paragwaju do Argentyny. Razem podróżują do Buenos Aires. Jeśli jednak ktokolwiek myśli, że w trakcie ich podróży cokolwiek się wydarzy, będzie w błędzie. Ich historia jest bardzo kontemplacyjna, cicha, spokojnie prowadzona do celu. Nie dowiemy się zbyt wiele ani o ich przeszłości – Rubén ma gdzieś syna, którego nie widział osiem lat, ani planów na przyszłość – Jacinta jedzie do Argentyny, jednak nie jest do końca powiedziane dla czego i czy wróci.

To, co widza pochłonie, to krajobrazy, a także niedomówienia w cichych spojrzeniach bohaterów. To, co może go drażnić, to ciągle pytanie – czy jednak nie robią mnie tu „w balona”? Ze względu na swoją prostotę Akacje mogą być postrzegane jako pewnego rodzaju wydmuszka. Przerost artystycznej formy nad treścią. Ja jednak stanę po stronie większości i rzeknę – to dobre, kameralne kino bez fajerwerków. Coś dla wielbicieli poetyckiego kina i chyba nieco obecnie zapomnianej zabawy z tempem opowieści.

Oczywiście Akacje zapewne nie są dla wszystkich i jeśli ma się jakieś wątpliwości lepiej zrezygnować z seansu w kinie.

 

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
weselnapolka
Weselna polka – recenzja
Naznaczony
Naznaczony – recenzja
magicalgirl
Magical girl – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*