aferimIda otrzymując Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego niejako przetarła innym szlaki. Śladem polsko-duńskiej koprodukcji postanowili pójść Rumuni, którzy w 2016 roku do wyścigu po Oscary również wysyłają czarno-białą produkcję.

Akcja filmu Radu Jude rozgrywa się na Wołoszczyźnie w 1835 roku. Dwóch konnych policmajstrów Costandin (Teodor Corban) i jego syna Inoita (Mihai Comanoiu) poszukuje ”cygańskiego niewolnika” Carfina (Toma Cuzin).  Duet miejscowych szeryfów przemierza rumuńskie bezdroża, by odnaleźć uciekiniera, bowiem za jego schwytanie właściciel obiecał wynagrodzenie.

Nie da się ukryć, że Aferim! wpisuje się w gatunek kina drogi. Bohaterowie podróżują przed siebie, rozmawiają, kontemplują na temat życia. Na swojej drodze napotykają wielu interesujących ludzi –  do takich z pewnością zalicza się pewien uprzedzony do Żydów duchowny. Jego antysemicki i jednocześnie nacjonalistyczny monolog należy do najlepszych w całym filmie. Bez przełknięcia śliny wymienia on najważniejsze jego zdaniem przywary poszczególnych narodów. Czyni to w sposób tak humorystyczny, że nie sposób się nie zaśmiać. Zresztą humor jest jednym z ogromnych atutów rumuńskiej produkcji. Radu Jude włożył w usta swoich bohaterów wiele kąśliwych dialogów, ponieważ doskonale wie, że w taki sposób o wiele łatwiej będzie mu trafić do widowni. Reżyser nie chce kroczyć po linii najmniejszego oporu, dlatego też nie bawi się w cenzurowanie – w jego obrazie dostaje się wszystkim po równo. Policmajster Costandin nie marnuje czasu, przekazuje swojemu synowi wiele życiowych lekcji – bardzo często podszyte są one szowinistyczną ideologią. Młody rekrut uważnie słucha, analizuje poszczególne wskazówki. On jednak zupełnie inaczej patrzy na świat, chciałby, aby ten się zmieniał na lepsze – wystarczy posłuchać jego rozmowy z ojcem na temat sytuacji Carfina.

Rumuński kandydat do oscarowej nominacji jest filmem czarno-białym, utrzymanym w konwencji westernu. Wydaje się to pomysł trafiony, bowiem Wołoszczyzna na ekranie oddaje niepowtarzalny klimat i przypomina właśnie europejską wersję Dzikiego Zachodu. Wprawdzie brakuje tu saloonów, rewolwerowców czy szeryfów z gwiazdkami wpiętymi w kamizelki, to nikt nie ma wątpliwości, że na tej ziemi obowiązują podobne podziały – niekoniecznie na dobrych i złych, choć tacy tu na pewno się znajdują. Pozycja narodu cygańskiego przypomina losy plemion indiańskich. Traktowani są na równi ze zwierzętami, uważa się ich za bezużyteczne pomioty, które nadają się jedynie do bycia niewolnikami. Handluje się nimi niczym przedmiotami, są tylko brudnym kawałkiem mięsa, uzależniającego swoją cenę od aktualnej wagi czy ogólnego stanu fizycznego. Radu Jude idealnie wpasowuje swoją opowieść do XIX wiecznych realiów. Buduje pewien pomnik, którego zburzyć nie zdołają żadne argumenty. Gdy trzeba ukarać niewolnika, należy ten akt upubliczniać – nie ma miejsca na sentymenty.  Reżyser idzie w parze z historią, a ta okazuje się być bezlitosna.

Aferim! to dzieło, na które z pewnością warto zwrócić uwagę. Konwencja westernu w połączeniu z humorystycznym podejściem do tematu tworzą niepowtarzalny obraz, z którym miło spędza się czas. To jeden z tych tytułów, który, mimo iż jest zakorzeniony w konkretnym gatunku, to wyłamuje się z poza schematów. Podobnie jak współczesna kinematografia rumuńska.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
wiecejnizmiod
Więcej niż miód – recenzja
sekretsaszy
Sekret Saszy – recenzja
demony
Demony – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*