shopping_and_fucking_20121123_1653994258Drugi dzień 31. Festiwalu Szkół Teatralnych należał do Łodzi. Pierwsze skrzypce grał znany i pożądany spektakl Shopping&Fucking w reżyserii Grzegorza Wiśniewskiego.

Kiedyś nowi brutaliści szokowali i oburzali. Gdy dziś bierze się ich na warsztat, często daje się słyszeć głosy, że przeprowadzane kontrowersje są skandalem dla samego skandalu, seksem i nagością, która niczego nie wnosi. Opinie takie zazwyczaj rozmijają się z prawdą. Szczególnie, gdy mowa o łódzkiej wersji.

Brutalność, z którą styka się widz, sprzedawana jako produkt, staje się tak naprawdę pretekstem do poważnych i intymnych poszukiwań – miłości, uczuć, emocji. Mark, w którego wciela się Marcel Sabat, stwierdza uderzająco dosadnie: Chciałbym się dowiedzieć, czy istnieją jeszcze jakieś uczucia. Sądzę, że zdanie to może być motywem przewodnim całego spektaklu. Przed oczami przybyłych zarysowany jest świat okrutny, ale świat prawdziwy – półprodukty, transakcje, wszystko szybkie, łatwe i do kupienia. Prostota jednak zostaje zagubiona, ponieważ nad wszystkim, niczym okrutna gehenna, wisi klątwa uzależnień. Gdyby nałogi te były czysto fizyczne i oznaczałyby jedynie przywiązanie do narkotyków, istniałaby szansa (chociaż nikła) zapanowania, przejęcia kontroli. Są jeszcze jednak uzależnienia od ludzi. Nawet tych, których się jeszcze nie spotkało, tych, na których się czeka. A tego już nie sposób przezwyciężyć. Gryzie to i dławi, rozrywa żyły.

Także sam spektakl miażdży widza. Siłą, charakterem i charyzmą, która wylewa się z aktorów. Czy to wyrafinowany i wyrachowany Brian (Konrad Korkosiński), zagubiona, ale i porywcza Lulu (Paulina Gałązka), otwarty i emocjonalny Robbie (Antoni Milancej), błyskotliwy i przebiegły Gary (Piotr Bondyra) czy w końcu rozedrgany i wstrząsający Mark (Marcel Sabat). Każdy ze studentów buduje postać schizofreniczną – z jednej strony niezwykle silną, z drugiej łaknącą miłości i bezpieczeństwa, rozrywaną przez samotność.

Bardzo ciekawie jawią się przejścia pomiędzy scenami, oślepiający błysk fleszy i głośna, gwałtowna muzyka dopełniają wstrząsu przeprowadzanego na widzu. Ta agresja nie jest niczym pejoratywnym. Ma być przecież drażliwie i napastliwie, zadziornie i zuchwale. Widzowi ma rosnąć gula w gardle, ma czuć, że zachodzą wewnątrz niego procesy trudne do opisania. To jest eksplozja w mózgu i układzie krwionośnym, żałosne i rozrywające wołanie o pomoc, o możliwość odczuwania i przekazywania autentycznych wzruszeń, ekscytacji i uniesień.

Teatr przybierać może róże maski, fundować relaks, farsy czy powody do śmiechu. Rzucanie żartami nie zawsze okazuje się owocne, jednak nie jest tak trudne do przeprowadzenia. Problem rozkwita, gdy trzeba grać na bebechach, wnikać pod skórę, obnażać się do gołych kości. Gdy trzeba pokazać, że sztuka czasem musi boleć. Jakim cudem piątka studentów czwartego roku łódzkiej filmówki to robi? Nie mam pojęcia. Ale robi to najlepiej.

SHOPPING AND FUCKING
(PWSFTViT w Łodzi)

Autor: Mark Ravenhiill
Reżyseria: Grzegorz Wiśniewski
Scenografia i światło: Grzegorz Wiśniewski
Opracowanie muzyczne: Rafał Kowalczyk
Kostiumy: Dominika Brzeska
Asystent reżysera: Paulina Gałązka
Obsada: Paulina Gałązka (Lulu), Piotr Bondyra (Gary), Konrad Korkosiński (Brian), Antoni Milancej (Robbie), Marcel Sabat (Mark)

joomplu:45570joomplu:45571joomplu:45573

/fot. Piotr Marciniak

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
karamazow
Karamazow – recenzja
Sprzedawcy_Gumek_fot._Marcin_Wegner
Sprzedawcy gumek – recenzja
ktoniemanieplaci
Kto nie ma, nie płaci – recenzja (foto)

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*