zapiskizwygnania2Wydarzenia z 1968 roku, to jeden z najhaniebniejszych epizodów współczesnej Polski. Niezrozumiała nagonka na osoby pochodzenia żydowskiego w wielu wypadkach skończyła się przymusowa emigracją – do Izraela, krajów skandynawskich lub też USA.

W ramach tegorocznego Międzynarodowego Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych w Łodzi, organizowanego pod hasłem – niebezpiecznie jest schodzić ze sceny, na deskach Teatru Powszechnego mogliśmy zobaczyć monodram „Zapiski z wygnania” w wykonaniu Krystyny Jandy. Adaptacją tekstu powieści Sabiny Baral i reżyserią zajęła się Magda Umer. Dodatkowo aktorce na scenie towarzyszył zespół pod kierownictwem Janusza Bogackiego. Całość zrealizował Teatr Polonia w Warszawie.

Zarówno nazwisko Janda, jak i Umer, tak samo jak i sama tematyka sztuki powinny gwarantować wysoki poziom i głębokie przeżycia. Niestety opowieść o młodej emigrantce okazała się niczym innym, jak znudzoną, pozbawioną emocji historią, gdzie dodatkowo na pierwszym miejscu stawia się wykonawczynię jedynej, głównej roli.

Krystyna Janda, to wielka aktora, która w monodramie okazuje się, dosłownie, jeszcze większa. Jej gigantyczną, kilkumetrową, twarz widzimy przez praktycznie całą sztukę wyświetlaną w miejscu kurtyny. Czasami przeplata się ona z migawkami z kronik i zdjęć z epoki. To niestety jednak kwintesencja całości – „Zapiski z wygnania”, to nie monodram o emigrantce, roku 1968, a spektakl pokazujący „jaka jestem wielka aktorka, patrzcie na mnie”. Takie zbliżenie na twarz wymaga od aktora emocjonalnej gry, której tu zabrakło. Dzień wcześniej na deskach Powszechnego mogliśmy zobaczyć „Mefisto”, podczas którego młoda aktorka w charakterystyczny sposób imitowała i parodiowała Krystynę Jandę. Kolejnego dnia sama aktorka zaprezentowała obliczę – pozbawione emocji, działań, impulsów, energii, kontaktu z widzami.

Można mieć również nieco zastrzeżenia do samej opowieści, dla kogoś niezwiązanego emocjonalnie – z jednej z wielu powodów – z sytuacjami z 1968 roku słuchanie przez ponad godzinę o faktach historycznych, matematycznych wyliczeniach, zasadach etc. pozbawionych dodatkowej otoczki poruszającej opowieści okazuje się nużące. Oczywiście konwencja dziennika powoduje pewne ograniczenia, jednak da się je nadrobić, chociażby poprzez emocję na scenie. A tych zabrakło. Była tylko Janda, która od widzów odgrodzona była przeźroczystym ekranem. I przez ten ekran nie przebiła się – powstała nieistniejąca ściana aktor – publiczność. Być może nie jest to wyłącznie wina aktorki, możliwe, że miała „gorszy dzień”, jednak taką konwencję wybrała mniej lub bardziej świadomie Magda Umer, co mnie zdziwiło.  Widz otrzymuje „nic” – jakichkolwiek emocjonalnych zawahań, zmian tempa opowieści, nastroju, tylko mozolne, jednostajne recytowanie. Tak, Janda wyłącznie deklamowała zapiski z dziennika, na sucho, bez głębi. W pustkę.

„Zapiski z wygnania” zapewne sprawdzą się jako słuchowisko radiowe. Praktycznie zerowy ruch sceniczny, scenografia – a raczej jej brak, a także archiwalne multimedia prezentowane na rzutniku nie maja większego wpływu na odbiór sztuki, plus wspomniana powyżej olbrzymia twarz Krystyny Jandy. Wszystko to jest niepotrzebne, wystarczyłoby puścić nagrany głos z taśmy i efekt byłby podobny. Bariery aktor – widz nie przebito.

Nie napiszę, ze sztuka ta jest słaba i niepotrzebna, bo tak nie jest. Zapewne znajdzie się wielu zwolenników ze względu na ich emocjonalne podejście do 1968 roku. Dla kogoś bez kontekstu będzie jedynie kolejnym przedstawieniem, w którym nie wykorzystano tematu. W dodatku najsłabszym punktem monodramu jest jej wykonawczyni – zmanierowana, jednak nie w sposób do jakiego nas przyzwyczaiła, tylko tym razem nijaka i pozbawiona emocji. Niebezpiecznie jest schodzić ze sceny, ale jednak lepiej czasem zejść, aby nabrać nieco więcej dystansu i spojrzeć na siebie w nieco inny sposób. I chyba tego dystansu najbardziej Krystynie Jandzie w tym przedstawieniu zabrakło.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
jaf
Ja, Feuerbach w Teatrze Muzycznym — recenzja
opowiesci_o_zwyczajnym_szalenstwie_tcn-plakat
34. FST: Opowieści o zwyczajnym szaleństwie – recenzja
a2012-10-21_12-44-03
Nić Ariadny w Teatrze Piccolo – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*