poniedziałek, 20 listopada 2017

Ostatnia aktualizacja:10:59:16 AM GMT

baner_2180x400_px

Lokalizacja: Teatr Recenzje spektakli Komediant w Teatrze im. Jaracza - recenzja

Komediant w Teatrze im. Jaracza - recenzja

komediant

Twórczość Thomasa Bernharda stanowi trudny do wyjaśnienia fenomen. Pobudza wyjątkowo silnie od lat Austriaków do refleksji na temat tożsamości ich kraju uwikłanego w Historię, skrywającego psychiczne traumy pojedynczych jednostek i rzesz ludzi za fasadą wielkiej, przebrzmiałej sztuki i muzyki narodowej, którą tak ceni się na świecie. Zarazem jest niezwykle hermetyczna i trudna w odbiorze. W Polsce szczególnie przekłady jego powieści są chętnie publikowane i wznawiane.

Prawdopodobnie Bernhard odpowiada na zapotrzebowanie polskich czytelników na literaturę wysokoartystyczną, sformalizowaną. A zarazem wywołującą jakiś niepokój metafizyczny. Pod tą niezwykle precyzyjną konstrukcją kryje się nieraz bolesna prawda, wynikająca z moralnego rozliczenia z niechlubną przeszłością, której nie można tak łatwo wymazać ze zbiorowej pamięci. Wielu już napisano o adaptacjach teatralnych Krystiana Lupy, reżysera epickich spektakli „Kalkwerk”, „Wymazywania”. Natomiast mniej znane są jego dramaty.

Dlatego trzeba podkreślić, że Agnieszka Olsten wystawiając na scenie „Komedianta”, dokonała pewnego przełomu. Odkryła tę stronę twórczości austriackiego pisarza, która warta jest uwagi, chociaż wzbudzała zainteresowanie do tej pory głównie teatrologów i krytyków. To, że w repertuarze Teatru im. Jaracza jest spektakl na podstawie dramatu Bernharda odebrałem jako przyjemne zaskoczenie. Tak wielka sztuka pojawia się bowiem w Łodzi zwykle w ramach festiwalu. Myślę, że Niemałym dokonaniem reżyserki jest już samo stworzenie przystępnej formy „Komedianta”. Z jednej strony jest to spektakl otwarty na widza, z drugiej wprawia widownię w konsternację. Śmiech, który rodzi krytyczną autorefleksję. Niepewność co się zaraz stanie na scenie. Nie będę i ja ukrywał emocji, chociaż w trakcie spektaklu próbowałem zachowywać spokój i dystans. A jednak zdaję sobie i wam sprawę z tego, że ten ładunek intelektualny tekstu pozostawił jakiś ślad. Na Małej Sali dzieją się rzeczy niezwykłe i jednorazowe. Dodam, że pisaniem o teatrze nie zajmuje się zawodowo ani hobbystycznie. Nie mam wątpliwości, że „Komediant” nie jest komedią dla erudytów ani tragedią dla teatralnych laików. To spektakl, który uwypukla niejednoznaczność pytania o to czym jest teatr i jakie konsekwencje wiążą się z poświęceniem mu życia. Etyczne, artystyczne, psychologiczne. Możliwości jest oczywiście więcej.

Długie monologi Bruscona, reżysera teatralnego i aktora, w którą wciela się Agnieszka Kwietniewska, skierowane są do wszystkich osób grających i widzów. Jest więc akcja, a czasami nawet i interakcja, gdy ktoś z siedzących nie wytrzyma psychicznie i odpowie na prowokacyjny komentarz płynący z tego strumienia krytyki na wszystkich w gospodzie Czarny Jeleń w zapyziałym miasteczku Utzbach. Właściciel wraz z żoną próbują spełnić żądania Bruscona, który przyjechał ze swoją rodziną i dać mu dogodne warunki do pracy, żeby mógł odegrać jego koło Historii, sztukę teatralną potwierdzającą jego egocentryczne, maniakalne wręcz ambicje reżysera, aktora, a może przede wszystkim Stwórcy stojącego ponad ludźmi i dzielącego się z nimi czymś, czego nikt inny im nie da i na co w pełni nie zasługują. Widzimy jak próbuje zrealizować szumne zapowiedzi, zamienić swoje słowa w Teatr, który jest dla niego wszystkim. Podporządkował mu siebie, swoją żonę, córkę i syna, nieuzdolnionych aktorsko wykonawców, ledwie podejmujących nieudane próby odegrania roli wielkich wodzów i umysłów nowożytnego świata. Właściciel gospody, wchodzący i wychodzący z Sali przez czas trwania spektaklu, przygląda się temu całemu widowisku ze zdezorientowanym wyrazem twarzy. Właściwie nie wie, kim jest ten człowiek — samozwańczym geniuszem teatralnym, niespełnionym artystą potrzebującym poklasku i uniżenia, czy może twórcą w szponach szaleństwa, które przywiodło go do miejscowości liczącej około 280 mieszkańców. Z pewnością z Teatrem utożsamia się całkowicie, ma jego wizję, której nikt nie może się sprzeciwić. Na Sali leje się więc krew, pot skapuje z wykonawców przebierających się, zakładają cudaczne stroje, wymieniają rekwizyty, próbując nadążyć za tokiem myślenia Bruscona. Sztuka wymaga poświęceń. Tylko co trzeba poświęcić?

Życie, którego nie ma i nie było, bo w rzeczywistości pozateatralnej nie można egzystować? Jeżeli wszystko jest Teatrem, to „Komediant” jest spektaklem odkrywającym siłę słabości tego twierdzenia. To tragikomedia, w której cierpienie jednostki wybitnej jawi się jako doświadczenie wspólne. Bo choć patrzymy nieraz na tę postać jak na obcego, to im bardziej zgłębiamy jego psychikę po jego wybuchach wściekłości i wrzasku na świat, który nie przystaje do oczekiwań, tym bardziej uświadamiamy sobie, że dzielimy jego frustracje, rozczarowanie, iż jesteśmy tylko tym kim jesteśmy. Osiągnięcia są więc najczęściej jedynie słowami w wypowiadanym tekście przez ludzi i zarazem aktorów. W przypadku dramatu Bernharda nie można mówić inaczej jak tylko o tekście znakomitym. Intelektualnym, a przy tym wielce angażującym, kipiącym od różnych emocji. Przyznam, że nie tak wyobrażałem sobie teatr o teatrze. Będącym potrzebnym eksperymentem na wrażliwości widzów, który buduje znane formy, aby następnie je zburzyć. I tak powstaje błędne koło, do którego nieświadomie dołączamy. Nieraz można zagubić się w meandrach tekstu bliskiego oryginalnemu dramatowi Thomasa Bernharda. Ale z pewnością warto się w nim odnaleźć.

Na koniec nie można wspomnieć o wybitnej kreacji aktorskiej Agnieszki Kwietniewskiej odgrywającej główną rolę męską. Ale choć Bruscon mówi o sobie jako o wybitnym reżyserze, aktorze i teatrologu, to efekt jego pracy uzależniony jest od niby podrzędnych mu pozostałych postaci. Od Właściciela gospody (dyrektor artystyczny Teatru im. Jaracza, Seb Majewski), próbującego schlebić gustom kulinarnym wszystkim na Sali, co daje zabawne efekty; Sary i Ferrucia (Marcin Korcz i Agnieszka Więdłocha), którzy dwoją się i troją, żeby zagrać tak jak chce ich ojciec, a i tak w końcu te marionetki urywają się ze sznurka i nie ma nad nimi kontroli; od… I tak można by wymieniać. Lecz byłaby to tylko pułapka na Teatr. „Komediant”? Nie ma obawy, to jest dla różnych widzów.

Komediant Thomasa Bernharda, reż. Agnieszka Olsten, Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi

przekład Jacek ST. BURAS
scenografia i kostiumy Joanna KACZYŃSKA
muzyka Kuba SUCHAR
reżyseria światła Robert MLECZKO

Obsada:
Urszula GRYCZEWSKA
Dorota KIEŁKOWICZ
Agnieszka KWIETNIEWSKA /gościnnie/
Linda ROJEWSKA /gościnnie/
Agnieszka WIĘDŁOCHA
Marcin KORCZ
Seb MAJEWSKI

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież