czwartek, 27 lipca 2017

Ostatnia aktualizacja:10:59:16 AM GMT

 

   letnia_scena_baner

Lokalizacja: Muzyka Wywiady Papa Musta & The MenElse – ekipa z żelaza (wywiad)

Papa Musta & The MenElse – ekipa z żelaza (wywiad)

papamustaW oczekiwaniu na swoją debiutancką płytę ruszyli w przedpremierową trasę koncertową. „Goryl z żelaza” może być dużym zaskoczeniem dla fanów tej grupy, bo z gitarowego, funk’owego brzemienia przenieśli się w elektroniczne rejony. Postanowiłam przepytać Papa Mustę czy zaktualizowali już swój status związku, ile trwa droga od nielegala do oficjalnego wydawnictwa i co daje występ na Woodstock’u.

Daria Kubasiewicz: Zacznijmy od podstaw. Papa Musta& The MenElse to już oficjalnie jeden organizm?

Papa Musta: Tak naprawdę jest to skład, który ciągle ewoluuje, wcześniej był bardziej gitarowy, teraz poszło to bardziej w stronę elektroniki. W tym momencie gra z nami Witek, który obsługuje elektroniczne bębny, Sylwek przeniósł się na grę na abletonie i wspólnie chcemy dopasować to brzmienie do brzemienia płyty, która będzie w klimacie elektroniczno-rapowym.

D.K.: To co zyskał Papa Musta, gdy spotkał The MenElse?

P.M.: Na pewno ciekawsze brzmienie, siłę sceniczną, bo co dwie głowy, to nie jedna, co pięć, to nie cztery i osobowość każdego z nas przekłada się na całość.
 
D.K.: Już za chwilę ukaże się Wasza wspólna płyta, która jest jednocześnie Twoim pierwszym legalnym longplay’em. Od nieoficjalnego debiutu minęły cztery lata („Papa na Regale” – przyp.red.) po drodze była jeszcze EP’ka  z komiksem. Dlaczego tak długo musiałeś czekać na oficjalny debiut?

P.M.: Tak naprawdę wszystko działo się naturalnie. „Papa na Regale”, to była płyta, która powstała spontanicznie, po prostu miałem wtedy taki nastrój, słuchałem dużo reggae, dostałem  riddim’y i na nich nagrałem płytę, więc materiał pojawił się jako nielegal. Później zgadałem się z Menelsami, zaczęliśmy grać, powstawały kawałki, szukaliśmy brzemienia, płyta tworzyła się na przestrzeni lat. Aktualnie materiał  jest już gotowy, dogadujemy się z wydawcą, więc wszystko miało naturalny bieg rzeczy, akurat z tym w życiu nie powinno mi się spieszyć.

D.K.: W jednym z wywiadów z końca ubiegłego roku powiedziałeś, że album prawdopodobnie będzie zawierał dwa krążki: jeden funkowy i drugi elektroniczno-rapowy. Wciąż trzymacie się tego planu?

P.M.: Dobrze, że użyłem słowa” prawdopodobnie”, bo wszystko poszło w inna stronę. Zostaje tylko jedna strona: rapowo-elektroniczna. I będzie to płyta dość ciężka, zarówno jeśli chodzi o tekst jak i muzykę.

D.K.: Tekst, muzyka to jedno, ale dookoła tego też nie jest nudno . Lubisz niebanalne teledyski, do jednej z EP’ek dodałeś komiks, z wyjazdu na Woodstock nagraliście z chłopakami  „dokumencik” na YouTube’a. Obraz musi być kompletny?

P.M.: Wszystko gdzieś tam powinno się wiązać. Ja jak słucham artysty chcę wiedzieć kim on jest, co sobą reprezentuje. Zauważyłem taką tendencję, że  teraz wszyscy wyrażają swoje zdanie na facebook’u, ja jakoś nie mogę się do tego przekonać, a jest tyle innych form wyrazu, że chyba warto z tego korzystać. To wszystko co dzieje się dookoła, to pewien eksperyment, ale też zabawa.

D.K.: Jako przełom w Waszej karierze często wskazuje się koncert na Przystanku Woodstock, ale mnie zastanawia czy poza tzw. propsem w środowisku ten występ przyniósł Wam jakieś nowe możliwości?

P.M.: Na pewno wzbudza to szacunek, bo  jednak nie każdy może tam zagrać. Ale to nie tak, że zagraliśmy na Woodstocku i nagle zaczęły urywać się telefony. Za to dla nas samych było to ciekawe doświadczenie i to prawda, Woodstock jest pewna estymą wśród muzyków i młodych zespołów.

D.K.: Aktualnie jesteście w trasie, za Wami koncert m.in. w Gdańsku. Artyści zazwyczaj wydają płytę i wtedy jadą w trasę promocyjną, Wasz „Goryl z żelaza” jeszcze się nie ukazał, więc jaki materiał wzięliście na warsztat?

P.M.: Jest to trasa przedpremierowa, każdy kto przyjdzie na koncert będzie miał szanse usłyszeć nasz nowy materiał jako jeden z pierwszych. Oczywiście mieszamy to ze starymi kawałkami typu: „Adrian”, „Spokoleń”, „Megalans”, ale skupiamy się na „Gorylu z żelaza”.

D.K.: Żeby nie było tak miło i przyjemnie. Dwa razy zaproszono Was na scenę WOŚP i dwa razy narozrabialiście. Zarówno w Poznaniu jak i w Warszawie poszło o… przekleństwa.

P.M.: Jeśli ktoś zaprasza nas na koncert, to prawdopodobnie wie co gramy, zna nasze utwory, chociaż te sztandarowe. W Warszawie nikt nam nie powiedział, nie grajcie kawałków z przekleństwami, zatem nie czułem potrzeby, żebym sam siebie musiał cenzurować. W Poznaniu z kolei sami pytaliśmy, czy możemy grać utwory, w których są przekleństwa, skoro pod sceną małe dzieci jedzą watę cukrową. Organizator stwierdził, że nie mamy się krępować, więc poszliśmy za ciosem. Jestem w stanie zrozumieć, że są sytuacje, w których trzeba się powstrzymać, czy WOŚP jest takim miejscem, nie wiem, ale przed kawałkiem ostrzegłem, że teraz będą brzydkie wyrazy, więc lepiej zabrać dziecko na hot-doga.

D.K.: Dziękuję za rozmowę.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież