środa, 23 maja 2018

Ostatnia aktualizacja:08:07:34 AM GMT

Lokalizacja: Muzyka Aktualności muzyczne Slash w Atlas Arenie - relacja (foto)

Slash w Atlas Arenie - relacja (foto)

DSC_1904To już trzecia wizyta Slasha w Polsce, po Krakowie i Katowicach kolej przyszła na Łódź i lokalną Atlas Arenę. Promujący swój trzeci solowy album artysta najwyraźniej lubi zahaczać o Polskę w trakcie swoich tras koncertowych, wiadomo już bowiem, że wystąpi u nas także w 2016 roku. Kolejny też już raz gościliśmy Mylesa Kennedy'ego wraz z The Conspirators - Toddem Kernsem i Brentem Fitzem, wraz z którymi Slash nagrał dwa ze swoich ostatnich krążków.

I można pokusić się o stwierdzenie, że to Myles najbardziej skupiał na sobie uwagę. Nawet jeśli to Slash jest kapitanem okrętu, decydującego w którą stronę łajba płynie i kogo zabiera na pokład, to w trakcie koncertów Myles Kennedy staje się frontmanem grupy. A Slash w tym czasie po prostu robi swoje, skupiając się na grze. Ale gdy tylko przyjdzie mu na to ochota, w jedną chwilę kradnie całe show dając popis swoich umiejętności. Na szczęście nie widać między nimi rywalizacji, czuć że obaj artyści na scenie są dla siebie partnerami, uzupełniającymi się w swoich rolach.

W trakcie koncertu usłyszeliśmy przede wszystkim utwory z solowych albumów Slasha, które lepiej chyba brzmią na żywo niż w wersji albumowej. I znowu zasługa w tym artystów, którzy na scenie czują się jak u siebie. I tak zaczęli się od "You're A Lie", aby później zagrać pierwszy z zagranych tego wieczora przebojów Guns'n'Roses - "Nightrain".

W tym momencie miała też miejsce pierwsza z akcji. Ciężko nazwać ją fanowską, bo zapoczątkowana przez jedną z ogólnopolskich stacji radiowych, przez nią była też firmowana i wykorzystywana do promocji, była jednak sympatycznym sposobem na powitanie muzyków. Rozdawane wcześniej, głównie właścicielom biletów na Golden Circle cylindry z logo stacji, mające przypominać jeden ze znaków rozpoznawczych Slasha, na początku "Nightrain" właśnie były wyrzucane przez ludzi do góry. Obserwowana z tyłu akcja wyglądała całkiem efektownie, nawet jeśli niektórzy właściciele cylindrów się do niej nie przyłączyli, twardo nosząc czarne nakrycia głowy do końca koncertu.

Druga akcja, zapalenie światełek, czyli w obecnych czasach przede wszystkim lamp w telefonach, miała miejsce w czasie "Starlight" - zadedykowanego kilka dni temu przez muzykom ofiarom zamachów w Paryżu.

Slash w Atlas Arenie

/fot. mat.pras. Przemek Kocot

Chwilę później Slash pokazał dlaczego jest uznawany za jednego z najlepszych gitarzystów, dając w trakcie "Rocket Queen" popis swoich możliwości, rozciągając utwór do dobrych kilkunastu minut. I tak już w zasadzie było do końca drugiej części koncertu - gitarzysta co chwilę dawał upust swoim emocjom, grając jedną solówkę praktycznie za drugą. Tak było z "World On Fire", z "Anastasia", "Slither" czy "Sweet Child, O' Mine".

No właśnie, zatrzymajmy się na chwilę przy tym ostatnim utworze. Jedno z niewielu zdań wypowiedzianych tego wieczora przez Slasha do publiczności. Zapowiedź niespodzianki, gościnnego udziału znakomitej polskiej wokalistki. A tą okazała się... Doda. Wykonująca swój cover przeboju na własnych koncertach, mająca marzenie wystąpienia chociaż raz u boku Slasha spełniła swoje marzenie. A przy okazji zaskoczyła całą publiczność. I pewnie dlatego nie przywitano jej gwizdami a jedynie delikatnie słyszalnym buczeniem. Ciężko bowiem stwierdzić, że była właściwą osobą na właściwym miejscu. Z drugiej strony, poradziła sobie z zaśpiewaniem "Sweet Chile" lepiej niż według wielu Axl Rose obecnie jest w stanie, a nawet lepiej niż Fergie. Zaś po akcji z ostatniego koncertu Aerosmith można było się domyślać, że nie jest to jej ostatnie słowo - tym razem skupiająca na sobie wzrok sukienką odbijającą oświetlenie niczym dyskotekowa kula.

Show trwało jednak dalej i skończyło się dopiero po dwóch godzinach przy ciągnącej się na dwadzieścia hitów setliście, standardowym wykonaniem na bis utworu "Paradise City".

Co można jeszcze powiedzieć? Publika dopisała, reagowała świetnie - może poza występem gościnnym polskiej wokalistki. Ciepło przyjęła też grający przed gwiazdą wieczoru support, rockowe trio rodem z Wielkiej Brytanii czyli RavenEye. Ze swoim stylem, zakorzenionym w nowoczesnym rocku garażowym czy blues rocku byli dobrze wpasowaną rozgrzewką przed będącymi w świetnej i powtarzalnej formie gwiazdami: Slash feat. Myles Kennedy & The Conspirators.

/fot. mat.pras. Przemek Kokot

Zobacz także:

- Lady Pank w Atlas Arenie (foto)

- Judas Priest w Atlas Arenie (foto)

- Impact Festival 2015 (foto)

- Impact Festival 2014 - dzień 2 (foto)

- Impact Festival 2014 - dzień 1 (foto)

- Avenged Sevenfold w Atlas Arenie (foto)

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież