czwartek, 27 kwietnia 2017

Ostatnia aktualizacja:09:59:16 AM GMT

Lokalizacja: Literatura Prezentacje autorów Rafał Gawin - sylwetka poety (wywiad)

Rafał Gawin - sylwetka poety (wywiad)

Rafa_Gawin2Rafał Gawin - wyróżnia się nie tylko wzrostem, ale także energią, która ujawnia się w nim w każdej chwili. Poeta związany z internetem, a także łódzkimi Arteriami i do niedawna z Biurem Literackim.

 


Prezentacja tekstów

K + M + B, PIERWSZE GWIAZDY

Kurwa, Maniek, błaznujesz! Kto może,
bierze każdą małolatę, byle katoliczka.
Moda błądzi. Ktoś musi bez, kogoś męczy brak
kolejności. Małe brawury, kolor mebli,

bo karty – menu bodyguarda, który maltretuje
babcię. Kapuś moherowych beretów
kropnie manipulanta. Bodajże kilka miesięcy
broił kutasem, mając blisko

kadzidła, miry, berła. Kataklizm! Moczył
błyskawicznie kobiety (matki, brzemienne) –
kupował maskotki, bombonierki. Krater
martwego bydła, kolejny merdający bóg

karleje. Masz bagaż, komuś majaczy brama
królestwa. Maniek, będziesz kokietował
manekiny boże,
kradł młodym bestie.

CIRITH UNGOL

dla K. K. i P. G.


Przełęcz dźwięków: zaokrąglone ogonki
wymagają spięć bliżej źródła zmowy,
krwistego steku z ksiąg ech, rozchodzenia się
pod wpływem puent. Pręty w rękach
na powitanie wątłych znaków, dymki
jak w komiksach o dmuchanym biuście.

Wąwóz będzie oddalał się rytmicznie.
Pierwszy skrzek wprowadzi nowy porządek,
zaplączesz się w zeznaniach. Ziemia cię wchłonie
i wypuścisz pędy, ostatnie argumenty
rosnącego sprzeciwu. Tunel zasypią
dzieci łowiące w piasku nakrętki, butelki

wyrzucą w morze. Dotrą do adresatów,
przemycając tamtą pełnię, światełko
z nieba w metalowej ramce, podtopioną
puentę, dla której nie starczyło taktu
prowadzącego: zjadł linijkę, która może uderzać.

POPRAWNOŚĆ POLITYCZNA

Nie patrzeć w muszlę, nie wiedzieć,
że mocz jest bardziej żółty niż zwykle.
To spisek – zalewa nas od wschodu.
Ciśnienie rośnie i ból jest jak rdzeń,
rozprzestrzenia się między układami,
zna liczbę ofiar i na niej żeruje.

A gdy już wszystko odpłynie, wybrać
mniejsze zło, zdobywać góry
w wesołej komunie w sieci. Zmienić
hasło. Droga płciowa to wyzwanie –
znaleźć dwa szczegóły, które do siebie
nie pasują i zbudować z nich życie.

Górnolotne zdania wypłukać świeżą wodą
i nie zważać na zakręcanie kurka.
Strumień nie może być świadomy,
że ktoś w nim tylko brodzi. Znowu kamienie
i pale, czy też brak stylu przy opływaniu głębin?
Pragnienie składa się z kilku łyków bez smaku.

KOMPLEKS WYŻSZOŚCI

Jedni mieli wizje, inni –
dywizje, nieliczni – rym do ulubionych
czterech liter. Okna miały kształty
naczyń połączonych ze źródłem,
którego nikt nie widział. Na zdrowie,
żeby nie były potrzebne posiłki,

tłumy w kolejkach i nowe ceny. Nowe
weny? Wenery szaleją
na ekranie monitora, tętno zmienia się
zgodnie z ruchem włączanych obrazków.
Co dalej? Wyrok w zawieszeniu,
za mało dostępnej pamięci. Pełne

sady, jak sądy, które zjadły
własny ogon. Gnicie na wysokościach
i wizjoner z podbitym okiem oskarżony
o współudział. Wyliczanki-macanki
i powrót do korzeni w jałowej ziemi.
Bez racji, wycofanych z powodu utraty

terminu ważności. Czy każdy brak ruchu
ma swoją księgę wieczystą? Pat
niczym listonosz-dręczyciel w dwuznacznej sytuacji.
Lodówka, która nie odpowie nawet echem
jak sens, który tuż przy powierzchni dał się
wykiwać i zastąpić.

ZNACZENIE LITERY „R” W PRZEKLEŃSTWACH POLSKICH

Ocipiał czy ochujał? To fundamentalne pytanie,
które nas do siebie przyciąga. Jesteśmy jak planety
i ich śmieci? Kobiety mają pierwszeństwo,
z czasem nam to wyrzucają i od nowa
musimy się zbierać. Sprawa wyboru śmierci
pozostaje otwarta. Segregacja okaże się pozorna?

 


Wywiad z autorem

Marcin Bałczewski: Nie mogę nie zacząć od bardzo "celebryckiego" pytania. Miałeś jeden z najbardziej medialnych przygotowań do ślubu ze wszystkich polskich pisarzy. Skąd w ogóle takie zamieszanie i czy miało ono wpływ na zwiększenie liczby odbiorców/zaciekawienie osób wcześniej Cię nie znających?

Rafał Gawin: Zamieszanie było co najwyżej kilkudniowe. Prowadziliśmy z Kasią ślubnego bloga w celach czysto informacyjnych, dla zainteresowanych. Znajomy Kasi napisał do niej mejla z zapytaniem, czy chcielibyśmy pomóc Wioletcie Gnacikowskiej w napisaniu artykułu o różnego rodzaju stronach www i portalach ślubnych do łódzkiego dodatku „Gazety Wyborczej”. Zgodziliśmy się i taki artykuł powstał. Najprawdopodobniej ze względu na nośność i modę na tego rodzaju tematy na 24 godziny trafił również na stronę główną Gazety.pl, razem z naszym zdjęciem. Otworzył się worek z wizytami i posypały komentarze na blogu, ktoś założył w związku z tym wątek na Nieszufladzie, który szybko umarł śmiercią naturalną. W każdym razie podczas turnieju jednego wiersza w Kutnie, odbywającego się niedługo po opublikowaniu wspomnianego artykułu, kilka obcych mi osób pytało o ślub, bloga, itp. Ostatnio osoba, którą świeżo poznałem, również pamiętała, że taki blog istniał. Jednak nic tam z żoną nie dopisywaliśmy przez trzy miesiące, więc blog został skasowany.

M.B: Pierwsze co mi się nasuwa po usłyszeniu Twojego nazwiska – to Poezja-Polska. Mógłbyś opowiedzieć nieco o współpracy z PP i awansie na moderatora?

R.G.: Z Serwisem Poezja-Polska współpracuję od marca 2007 roku. Nie było „awansu”, tylko coś na kształt wyborów i moja zgoda na współpracę. Co robię? Wklejam, sprawdzam, redaguję, korektoruję, zamiatam i usuwam. Ze względu na charakter tego rodzaju sieciowych działań nie mogę podać więcej szczegółów.

M.B.: No właśnie, jak to z tą korektą jest, ostatnio cieszyłeś się, że po Tobie dwie osoby będą poprawiać „Arterie”?

R.G.: Jedna osoba to zdecydowanie za mało, żeby czuwać nad korektą pisma, którego objętość każdego numeru przekracza 100 stron. Choćby nie wiem ile razy poprawiała dany tekst, jest skazana na błędy systematyczne i zwykłą ludzką niedoskonałość. Trzy osoby to już sztab gwarantujący skuteczniejszą walkę z niedociągnięciami numeru. Oczywiście pod warunkiem, że korektor to ostatnia instancja, przez którą pod względem zawartości przechodzi dany numer pisma.

M.B.: Przejdźmy do poezji – Biuro Literackie, jak Ci się współpracuje z Bursztą, podobno jego się albo kocha, albo nienawidzi, jak to jest?

R.G.: We współpracy z Biurem Literackim nie doszedłem do takiego momentu, żeby Artura Bursztę kochać lub nienawidzić. Po opublikowaniu przez Biuro Literackie antologii Połów. Poetyckie debiuty 2010 i festiwalu Port Wrocław 2010 sprawa jest już nieaktualna, tzn. wiem, że nie wydam książki w ramach projektu „Połów 2010”. Jestem „wolny”, będę się tym zajmował we własnym zakresie.

M.B.: Czyli szorstkie, męskie pożegnanie?

R.G.: Bez przesady, zwyczajne i w tym sensie całkowicie „bezpłciowe”.

M.B.: Czy po tym, jak się (chyba dobrze) układała współpraca z BL, nie czujesz satysfakcji w stosunku do pewnych osób, którzy co najwyżej mogli zamiatać w Biurze podłogę po godzinach – pamiętam listę najgorszych młodych poetów 2008 roku, byłeś dość wysoko...

R.G.: Tak, Tomasz Pułka ułożył tego rodzaju ranking, w każdym razie w jego przypadku nie miałem się do czego odnieść. Moją w nim pozycję „uzasadnił” argumentami personalnymi, z którymi nie da się polemizować, bo w końcu albo kogoś lubisz, albo nie. Z krytyką merytoryczną chętnie bym się zmierzył, tutaj nie dostałem takiej szansy. Podobnie ma się z satysfakcją w tym kontekście.

M.B.: Cytat z wywiadu: „Jak dla mnie jedyny w pełni uzasadniony kompromis w sztuce to kompromis między formą a treścią”. Czyli?

R.G.: Forma nie powinna przeszkadzać treści, natomiast treść – formie, forma z treścią powinny się uzupełniać, współgrać, wzajemnie się sobie nie narzucać. A jeśli chodzi o brak przekonywającego uzasadnienia dla innych kompromisów – miałem tutaj na myśli kompromisy ze sobą, z odbiorcą, z krytyką, z modnymi/atrakcyjnymi poetykami. Bo w końcu jak pisać inaczej niż „po swojemu”, zgodnie ze sobą? Oczywiście nie zamierzam tutaj deprecjonować poprawności ortograficznej, gramatycznej, stylistycznej i językowej – podleganie tego typu odgórnym regułom jest dla mnie praktycznie zawsze oczywiste.

M.B.: Bo inaczej korekta? Jak się czujesz, gdy powraca do ciebie wiersz i widzisz w nim poskreślane wersy, jakieś zmiany. Akceptacja czy walka?

R.G.: To zupełnie inna sprawa, związana raczej z pracą nad tekstem niż z szeroko rozumianym „ustępowaniem”. Jeśli „powraca do mnie wiersz” z sugestiami zmian i poprawek, tzn., że musiałem go wcześniej komuś wysłać właśnie w celach konsultacyjnych. W przypadku wysyłania wierszy do czasopism jeszcze mi się taka sytuacja nie zdarzyła – wiersze albo były przyjmowane, albo odrzucane. Jeśli dana poprawka wydaje mi się słuszna, nie waham się, żeby jej użyć. Bardziej jednak cenię sobie sugestie zmian, które nie przedstawiają gotowych rozwiązań, tylko naprowadzają na nie, nakreślając ich mniej lub bardziej pożądany kierunek. To mogą być bardzo konstruktywne doświadczenia dla samego piszącego. Przede wszystkim w ten sposób Roman Honet pracował nad antologią Połów. Poetyckie debiuty 2010. W każdym razie gdy jestem czegoś pewny w tekście, a redagujący/komentujący/doradzający nie ma wystarczająco przekonywających mnie argumentów, żeby to obalić, nie ustępuję.

M.B.: Znasz jakąś literacką anegdotę?

R.G.: Sporo można by obgadać: jak to jeden poeta starszego pokolenia stracił więzadełko podczas nocy poślubnej, o czym od czasu do czasu opowiada. Jak inny poeta konkursowy zamówił z kolegami prostytutkę, by z nią tańczyć, przytulać się i nazywać „mamą”, na co prostytutka uciekła, a po wytrzeźwieniu ów poeta zorientował się, że wydał na nią wszystkie pieniądze, a że nie zapłacił należności w całości, zostawił w burdelu dowód osobisty. Jak na jednym z festiwali literackich jeden poeta narąbał się jak dzika świnia i inny poeta zrobił z niego – przy wykorzystaniu elementów różnego rodzaju potraw, warzyw i owoców, po odsłonięciu jego penisa – instalację artystyczną, następnie sfotografowaną przez prawie wszystkich mieszkańców tego samego hostelu. Itp., itd.

M.B.: Po takiej ilości anegdot, aż się boję zapytać – rady dla początkujących pisarzy?

R.G.: Sam jestem początkujący, wciąż przed pełnoprawnym debiutem, ale skoro nalegasz... Pierwsze z brzegu: najpierw czytaj, później pisz; czytaj więcej i częściej, niż piszesz; nie bierz do siebie krytyki tekstu: tekst jest tylko zapisem pewnego fragmentu mniej lub bardziej wykreowanej rzeczywistości i skoro już został napisany i puszczony w obieg (czytaj: pokazany choćby jednej osobie), funkcjonuje również poza tobą, więc nie bierz jego krytyki do siebie – z tym bywa najwięcej problemów, zresztą niestety nie dotyczy to jedynie początkujących pisarzy. I analogicznie jeśli chodzi o czytanie – nie utożsamiaj pochopnie autora tekstu z jego bohaterem / podmiotem lirycznym.

Biografia

Rafał Gawin – ur. 1984. Poeta, okazjonalnie krytyk, współzałożyciel „mŁodzi Literackiej”, korektor i redaktor poezji w „Arteriach”. Wydał arkusz Przymiarki (Biuro Literackie, Wrocław 2009). Publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Odrze”, „Tyglu Kultury”, „Opcjach”, „Kresach”, „Frazie”, „Redzie”, „Portrecie”, „Wyspie”, „Wakacie”, „Cegle” oraz w Na grani. Antologii wierszy łódzkich debiutantów (SPP, POS, Łódź 2008) i antologii Połów. Poetyckie debiuty 2010 (Biuro Literackie, Wrocław 2010). Nagradzany i wyróżniany w konkursach poetyckich, m.in. im. J. Bierezina i T. Sułkowskiego. Mieszka w Justynowie i w Łodzi.


Zobacz także:

- Joanna Lech - sylwetka poetki (wideo)

- Izabela Kawczyńska - sylwetka poetki

- Piotr Gajda - sylwetka poety

- Krzysztof Kleszcz - sylwetka poety

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież