sobota, 02 sierpnia 2014

Ostatnia aktualizacja:06:55:56 AM GMT

Lokalizacja: Film Recenzje filmów Igrzyska śmierci - recenzja

Igrzyska śmierci - recenzja

igrzyskasmierciŚwiat niczym z książek Orwella plus spora dawka typowego kina akcji. Chociaż mamy tu praktycznie same klisze całość jest nader znośna i dająca się obejrzeć.

Świat, który znaliśmy już nie istnieje. Obecnie całość podzielona jest na dystrykty. Corocznie odbywa się losowanie - z każdego regionu zabiera się chłopca i dziewczynkę, w wieku do 12 do 18 lat. To oni będą walczyć na śmierć i życie z innymi "szczęśliwcami". A przyglądać się temu będą miliony widzów przez telewizorami.

W igrzyskach udział bierze m. in. Katniss Everdeen (Jennifer Lawrence), która zgłasza się na ochotniczkę - los wskazał jej młodszą siostrę, a także Peeta Mellark (Josh Hutcherson). Przygotowywani pod czujnym okiem jednego z dawnych zwycięzców, Haymitcha Abernathy'a (Woody Harrelson), będą robili wszystko, aby przypodobać się sponsorom i przeżyć.

Igrzyska śmierci to kalka kilkudziesięciu filmów i powieści. Od najbardziej oczywistych nawiązań - Rok 1984 Orwella, poprzez Kolonię karną, kończąc na np. Tekkenie. Wszystko to jednak zrealizowano dość znośnie, "opakowano" niezłymi postaciami i historią trwającą ponad dwie godziny. Tak oto powstał hit świecący już sukcesy za oceanem. Film Gary'ego Rossa, oparty na powieści Suzanne Collins, to krytyka współczesnego konsumpcjonizmu (co w kontekście kasowości może brzmieć nieco dziwacznie), świata przepełnionego reality show, sztuczności, eksponowania oryginalności, krzykliwości. Bohaterowie muszą się wykazywać, udawać zakochanych, być charyzmatyczni. Wszystko po to, aby podbić serce widzów, sponsorów i zbliżyć się do wygranej.

ZOBACZ ZWIASTUN FILMU

W Igrzyskach Śmierci zobaczymy wielu bardzo dobrych aktorów - poza wspomnianym powyżej Harrelsonem są to m.in. Donald Sutherland, Toby Jones, Stanley Tucci, a nawet Lenny Kravitz (którego, przyznaję, podczas oglądania filmu nie rozpoznałem). Od strony wizualnej także nie można nic zarzucić. Jedyne słabości, to pewne elementy scenariusza. Gdyby nie miałkie ostatnie pół godziny filmu i nieco zbyt rozbujały wątek miłosny opowieść w swojej kategorii byłby bardzo dobry. Niestety zakończenie nieco narusza spójną do tej pory opowieść i może wprowadzać nieco zdenerwowania u widza.

Obraz Rossa to dobrze przyrządzony, dość lekkostrawny, produkt łatwo przyswajalny. Ciut krytyki, nieco opowieści z dreszczykiem, smutku i miłości plus s-f i nieźli bohaterowie. Przed seansem dziwiłem się zachwytom i popularności tej produkcji, jednak po obejrzeniu zrozumiałem – oto właśnie produkt idealny dla współczesnego, raczej młodszego, widza. Nieco mordowania nastolatków i orwellowska wizja świata, który wciąż nam zagraża. Jeśli lubicie te klimaty – warto pójść do kina. Będą kolejne części - to już jest zapowiedziane.

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

BANER_281212_kopia