czwartek, 26 kwietnia 2018

Ostatnia aktualizacja:04:43:08 PM GMT

Lokalizacja: Film Recenzje filmów Wieża. Jasny dzień - recenzja

Wieża. Jasny dzień - recenzja

wiezajasnydzien2Dawno już nie widziałam polskiego filmu, który byłyby tak niepokojący, klimatyczny, a jednocześnie z tak dziwną opowieścią jak „Wieża. Jasny dzień”. To obraz, który z jednej strony wciąga nas w swój świat przez formę, w jakiej został zrealizowany (głównie poprzez dźwięk), z drugiej natomiast rozczarowuje treścią i fabularnym ograniczeniem. Produkcja jest debiutem reżyserskim Jagody Szelc i choć zawiera wiele intrygujących elementów to nie jest pozbawiona poważnych mankamentów.

Zacznijmy od tego, co ciekawi nas w tym filmie najbardziej i co faktycznie wyszło świetnie, a mianowicie ścieżka dźwiękowa. Wszelkie odgłosy, szumy czy muzyka, od pierwszych scen stopniowo budują napięcie, które dalej jest potęgowane i które jako widzowie naprawdę odczuwamy. W „Wieża. Jasny dzień” w dużej mierze właśnie dzięki tym dźwiękom, ale również dzięki mrocznym, ocienionym kadrom (np. widokom złowrogiego lasu) panuje atmosfera grozy. W reżyserskiej koncepcji klimat ten ma jeszcze wzmacniać pracy kamery. Jest ona urywana, a operator dokonuje zbyt wielu zbliżeń na bohaterów oraz (co gorsze), wielokrotnie mamy do czynienia z „kręceniem z ręki”, a więc roztrzęsionym obrazem, który mnie niestety irytuje. Mimo tego ostatniego, jako widzowie z łatwością poddajemy się  tworzonemu w tej produkcji lękowi. I nie ma tu znaczenia fakt, że sceny niepokoju przeplatane są kadrami zupełnie sielankowymi. Należy w tym miejscu wspomnieć, że sam film sklasyfikowany został jako thriller psychologiczny i biorąc pod uwagę powyższe elementy z powodzeniem może za taki uchodzić.

W zamyśle cegiełkę do tego kina grozy miała dołożyć również opowieść, ale w tej kwestii nie wszystko zagrało jak należy. Fabuła opiera się na prostej, rodzinnej historii, w której mamy miejsce zarówno na beztroskie kadry, jak i poważne sytuacje. Mula (Anna Krotoska), Michał (Rafał Cieluch) oraz ich córka Nina (Laila Hennessy) przygotowują się do pierwszej komunii. Specjalnie na tą uroczystość przyjeżdża do nich brat Muli – Andrzej (Rafał Kwietniewski) z żoną i dziećmi, a także Kaja (Małgorzata Szczerbowska) – biologiczna matka Niny. Ta ostatnia jest przyczyną napięć pomiędzy gośćmi i jednocześnie jednym z elementów, które wpływają na tworzenie wspomnianego uczucia lęku.

Niestety pomimo dobrze zapowiadającego się konfliktu na linii Mula – Kaja, film nie do końca został wykorzystany pod względem fabularnym, a wręcz zmarnowano w nim ten wątek, który mógłby znakomicie rozwinąć się od strony dramatycznej. Tymczasem w „Wieża. Jasny dzień” wydaje się jakby Szelc skupiła się za bardzo na samym sposobie realizacji obrazu oraz na wątku metafizycznym, który istnieje tuż obok tego realistycznego. W efekcie mamy wiele scen wizji bohaterów, złowieszczej natury, dziwnych spojrzeń Kai i Niny, które jednak nic nie wyjaśniają, nie pogłębiają portretów psychologicznych postaci, ani nic nie wnoszą do fabuły.

Podobnie jak nic nie wyjaśnia osobliwa scena finałowa, po której zostajemy na sali kinowej w ciszy zastanawiając się o co dokładnie chodziło reżyserowi i co chciał nam przekazać. Wygląda więc na to, że w przypadku „Wieża. Jasny dzień” twórcom po części wyszedł przerost formy nad treścią. Jeśli miałabym oceniać tą produkcję wyłącznie za zabawę lękiem i napięciem oraz nieszablonowość byłabym na tak. Jednakże sama realizacja filmu to nie wszystko i przez to w moim odczuciu debiut Jagody Szelc nie jest aż tak udany jak go wypromowano.

wiezajasnydzien

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież