czwartek, 26 kwietnia 2018

Ostatnia aktualizacja:04:43:08 PM GMT

Lokalizacja: Film Recenzje filmów Czwarta władza - recenzja

Czwarta władza - recenzja

czwartawladza2Wrzućcie do jednego worka zmysł reżyserski Spielberga, gwiazdy światowego formatu jak Meryl Streep i Toma Hanksa oraz dodajcie chwytliwą na pierwszy rzut oka historię o wolności słowa i mediów. Czy nie wygląda to jak przepis na znakomite kino z efektem „wow”? No właśnie. Tymczasem zawierająca dokładnie takie składniki „Czwarta władza” to produkcja porządna, ale o dziwo nieporywająca.

Najnowszy obraz Spielberga to taka historia, którąś skądś już znacie i dokładnie wiecie dokąd zmierza oraz jak prawdopodobnie się zakończy. I rzeczywiście tak jest, kierunek samej akcji niczym nas nie zaskakuje, ani nie uwodzi. Grupa dziennikarzy z dwóch rywalizujących ze sobą, amerykańskich gazet dostaje w swoje ręce utajniony raport na temat działań sił zbrojnych USA w Wietnamie, a potem rusza cała machina walki o prawo do publikacji tajnych dokumentów. Film porusza więc przede wszystkim tematykę dotyczącą wolności słowa, niezależności prasy, niejako „kontroli” rządu przez krajowe media i sprzeciwu obywateli wobec manipulacji rządzących. Tematykę, która jest ważna i która, przy sprawnym prowadzeniu fabuły z jakim mamy do czynienia w tej produkcji, dosyć nas ciekawi.

Niemniej jednak ta główna oś filmu i tak wypada blado przy wydawałoby się wątku z tła, czyli historii Kay Graham (Meryl Streep) stojącej na czele The Washington Post. To właśnie jej historię – kobiety, dla której naturalnym środowiskiem były domowe pielesze, przyjęcia i rodzina, a nie praca i kierownicze stanowisko, śledzimy najuważniej. I to ta postać kradnie w filmie najwięcej naszej uwagi. Niemała w tym zasługa samej Meryl Streep, która w „Czwartej władzy” gra całą sobą. Każdym swoim gestem (drżeniem rąk, nerwowym obracaniem okularami), siłą głosu, miną pozwala nam odczuć jakie emocje i dylematy towarzyszą Graham. Kroku próbuje jej dotrzymać grający jej podwładnego (Bena Bradlee) Tom Hanks, ale wygląda trochę jakby dostawał zadyszki. Cenię tego aktora i jego warsztat, ale w tej produkcji momentami ma się wrażenie jakby nie pasował do roli. A może to tylko przez przypiętą mu zazwyczaj etykietkę przyjaznego, dobrego wujka, którą tutaj mu zdjęto?

Cóż do filmu z pewnością pasuje muzyka, która choć przewija się w tle to niejednokrotnie świetnie napędza tempo akcji. Jednocześnie to właśnie soundtrack pomaga reżyserowi utrzymywać w „Czwartej władzy” sporą dozę niepokoju i za to duży plus dla twórców. Również punkt dla nich za ciekawe przedstawienie, gdzieś pomiędzy kolejnymi zdarzeniami, ówczesnej płaszczyzny społecznej i realiów działania dziennikarzy.

Ale nawet te wspomniane pozytywy nie czynią z „Czwartej władzy” rewelacyjnej produkcji. Koniec końców nowy film Spielberga to, jak się okazuje w kinie, niewspółmiernie dużo hałasu do zawartości. Mimo, iż obraz został nominowany do Oscara w kategorii „Najlepszy film”, zdziwiłabym się, gdyby zdołał zgarnąć statuetkę.

czwartawladza

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież