sobota, 23 września 2017

Ostatnia aktualizacja:10:59:16 AM GMT

Lokalizacja: Film Recenzje filmów Na pokuszenie - recenzja

Na pokuszenie - recenzja

napokuszenieW 1971 roku, na podstawie książki Thomasa Cullinana „The Beguiled”, Don Siegel zrealizował film o tym samym tytule. Obraz opowiada historię kaprala Johna McBurney'a  -  dezertera armii walczącej po stronie północy w trakcie wojny secesyjnej w Stanach Zjednoczonych. Ranny żołnierz zostaje znaleziony w lesie przez dwunastoletnią pensjonariuszkę szkoły dla dziewcząt „Farnsworth”. Tam, otoczony samymi kobietami, dochodzi do siebie. Pensjonariuszki są pod ogromnym wpływem jego uroku. Mężczyzna szybko dostrzega ich słabość i po kolei uwodzi część z nich. Wszystko układa się po jego myśli, dopóki tajemnica nie wychodzi na jaw.

Obraz Dona Siegela, w którym rolę kaprala Johna McBurney'a zagrał jego ulubiony aktor – Clint Eastwood – był mocno erotyczny, a jego wymowa dość szowinistyczna. Film nie otrzymał przychylnych opinii. Zresztą sam reżyser uchodził w swoim kraju za bezkompromisowego i trudnego we współpracy. Jego dzieła, takie jak „Blef Coogana”, czy słynny „Brudny Harry” (oba z Clintem Eastwoodem), były pełne przemocy i piętnowały panujący w tamtym okresie system sprawiedliwości. Filmem „The Beguiled” udowodnił tylko, że nie zamierza iść na żadne ustępstwa, które w efekcie spłyciłyby jego dzieło.

Parę dni temu premierę miał remake „The Beguiled” w reżyserii Sofii Coppoli. Role główne przypadły Colinowi Farrellowi, Nicole Kidman, Kirsten Dunst i wschodzącej gwieździe Elle Fanning. Film otrzymał pochlebne recenzje na wielu festiwalach. Ponadto jest silnym kandydatem do przyszłorocznych Oskarów.

Co takiego ma nowa wersja „The Beguiled”, że krytycy odebrali ją tak pozytywnie? Film jest praktycznie lustrzanym odbiciem dzieła Dona Siegela. Po stronie Sofii Coppoli przemawia jeden bardzo ważny element, mianowicie poprawność. Siegel odarł historię z niedopowiedzeń, w sposób zdecydowany doprowadził na finału. Obraz Coppoli natomiast jest jak ekskluzywne perfumy. Mało w nim „widać”, ale woń, jaka unosi się z poszczególnych kadrów, niezwykle estetycznych, otumania nasze zmysły. Reżyserka nie spieszy się. Można odnieść wrażenie, że czerpie ona czystą przyjemność z trzymania widza w niepewności. W groteskową, ponurą atmosferę potrafi nawet przemycić niebanalne poczucie humoru.

Zestawiając obie produkcje nie stwierdzimy, która jest lepsza. Tutaj chodzi o męski i damski punkt widzenia. Siegel bezpretensjonalnie odziera bohaterów z ich sekretów i żądz, a Coppola ubiera, i to nie w tanią odzież. Sztuką jest zrobić coś, co już było, dosłownie kadr po kadrze, a mimo to dać temu zupełnie inny wydźwięk. Pokuszę się o stwierdzenie, że Coppola byłaby w stanie z powodzeniem zrealizować każdy gatunek filmowy, nawet obraz o przygodach Jamesa Bonda. Ma wszystko, co potrzeba – warsztat, doświadczenie, wiedzę, a przede wszystkim swój punkt widzenia, damski punkt widzenia.

Remake „The Beguiled” nie jest typowym amerykańskim produktem, przy którym usiądziemy wygodnie, a po seansie będziemy radośni i beznamiętni. Obraz oferuje zdecydowanie więcej. Jeśli ktoś szuka lekkostrawnej rozrywki, może nie poczuć woni unoszącej się z komnat szkoły „Farnsworth”. Ci natomiast, którzy znają filmy Sofii Coppoli, a przy okazji próbują ominąć banał, wyjdą piękni i pachnący.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież