środa, 24 maja 2017

Ostatnia aktualizacja:09:59:16 AM GMT

Lokalizacja: Film Recenzje filmów Song to Song - recenzja

Song to Song - recenzja

sontosongOd pierwszych minut filmu rozpoznaję charakterystyczny sposób prowadzenia fabuły i wiem, że trafiłam do dobrej sali. Jak każdy inny obraz stworzony przez Terrenca Malicka „Song to Song” nie jest klasycznym filmem fabularnym. Cały czas podróżujemy w czasie i przestrzeni i tylko najuważniejszy widz będzie w stanie nadążyć za myślami twórcy.

„Song to Song” to film o młodych marzycielach i o tym, że życie nie zawsze układa się tak, jak byśmy chcieli. Jest to również film o miłości, jednak wątek miłosny jest bardzo skomplikowany. Faye (Rooney Mara) poszukuje własnej drogi, szuka mocnych doznań, jak sama mówi chce żyć bo „Każde doświadczenie jest lepsze niż brak doświadczeń”. Marzy o tym by profesjonalnie zająć się muzyką, ma nadzieję, że pomoże jej w tym Cook (Michael Fassbender)- autodestrukcyjny producent muzyczny, który z pozoru ma wszystko. Jego i młodą Fayę łączy romans. Dziewczyna wkrótce wiąże się z kolejnym mężczyzną- aspirującym muzykiem BV (Ryan Gosling), również współpracującym z Cookiem. Producent poznaje kelnerkę Rhondę (Natalie Portman), w której szybko się zakochuje, jednak dziewczyna nie ma w sobie tyle śmiałości i odwagi co jej chłopak. Drogi wszystkich bohaterów cały czas splatają się i komplikują.

W uchwyceniu zawiłości tych relacji pomagają zdjęcia Emmanuela Lubezkiego. Mogłoby się wydawać, że kamera jest prowadzona chaotycznie, a film składa się z urywków, jednak pomaga to zrozumieć dynamikę i intensywność przeżyć bohaterów. Jak zawsze Malick poskąpił dialogów, głównie słyszymy przemyślenia bohaterów. Jednak rozmowy są zbędne, bo historia praktycznie w całości opowiedziana jest za pomocą gestów i muzyki. Wykorzystanie tych środków jest spójne z miejscem akcji, jakim jest scena muzyczna Austin w Teksasie.

Gwiazdorska obsada, dobra muzyka, modny temat, znakomity operator, co mogło pójść nie tak? Zdecydowanie coś nie wyszło, bo w połowie seansu salę opuściło kilkanaście osób, a po zakończeniu projekcji usłyszałam oddechy ulgi. „Song to Song” z pewnością nie trafi do każdego.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież