piątek, 26 maja 2017

Ostatnia aktualizacja:09:59:16 AM GMT

Lokalizacja: Film Recenzje filmów Chata - recenzja

Chata - recenzja

chataFilm „Chata” premierę na świecie miał 1 grudnia 2016 roku, w Polsce ukazał się 4 miesiące później, akurat podczas trwania Wielkiego Postu, co nie jest przypadkowe.

Produkcja jest ekranizacją bestsellerowej powieści Williama P. Younga, którą autor stworzył na wzór własnych doświadczeń - trudne wydarzenia z dzieciństwa doprowadziły do zwątpienia i kryzysu wiary. „Chata” jest beletrystyczną alegorią jego podróży podczas której uczy się Boga na nowo.

Głównym bohaterem jest Mack Philips (Sam Worthington), kochający mąż i ojciec trójki dzieci. Podczas wyjazdu na kemping, jego najmłodsza córka, Missy (Amélie Eve), zostaje porwana, a po kilku godzinach i interwencji policji, Mack dowiaduje się, że dziewczynka nie żyje. Pogrążony w rozpaczy i żałobie oddala się od rodziny i przyjaciół. Po kilku latach znajduje w skrzynce list z zaproszeniem do tytułowej chaty, w której rozegrała się tragedia Missy. Pomimo strachu i wielu obaw, mężczyzna decyduje się na podróż, która okazuje się docieraniem do głębi samego siebie i spotkaniem z Bogiem.


   
„Chata” to film, w którym temat i przesłanie mają znaczenie większe niż cokolwiek innego. Fabuła jest prosta, ponieważ ma jedynie podkreślać przekaz i w jak najlepszy sposób trafić do widza. Żyjemy w czasach, w których odchodzi się od religii i zapomina, że istnieje „coś więcej”, coś poza wyścigiem szczurów, gonitwą za sukcesem, dobrem materialnym. Być może właśnie dlatego, zarówno powieść jak i film, odniosły tak duży sukces - „Gdzie jest Bóg w świecie tak pełnym niewysłowionego bólu?”. Pierwszy wydawca książki sprzedawał ją z własnego garażu, inwestując w reklamę jedynie 300 dolarów. Powiedział, że „ludzie dzwonili i kupowali po kilkanaście egzemplarzy lub całe paczki”.
   
Film nadaje się dla widzów, którzy sami zmagają się z problemem, przechodzą kryzys czy po prostu szukają odpowiedzi, ponieważ poza dialogiem Macka z Trójcą świętą na temat cierpienia, miłości i przebaczania, nie znajduje się w nim nic więcej. Dla niektórych film z pewnością będzie objawieniem i cenną produkcją, do której obejrzenia będą namawiać swoje rodziny. Natomiast dla tych, którzy należą do przeciwników teologii i duchowych przemian - warto pamiętać - niedawno w kinach pojawiły się produkcje odmienne od opisanej powyżej, np.: „Logan: Wolverine”.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież