niedziela, 17 grudnia 2017

Ostatnia aktualizacja:10:14:35 PM GMT

Lokalizacja: Film Recenzje filmów Zwierzęta nocy - recenzja

Zwierzęta nocy - recenzja

zwierzetanocyCienka jest granica między światem filmu a światem mody. Kiedy w 1980 roku nikomu nieznany Giorgio Armani zaprojektował garnitury dla Richarda Gere’a na potrzeby „Amerykańskiego żigolaka”, świat dosłownie zwariował na jego punkcie. Projektant odniósł olbrzymi sukces, a swój udział w kinie ograniczył jedynie do komponowania strojów. Inaczej ma się sprawa z Tomem Fordem. Pracę w przemyśle modowym rozpoczął niecałe dwadzieścia lat po Armanim. Na uznanie przyszło mu czekać dość długo, jednak opłaciło się. Dzisiaj Ford uważany jest za jednego z najbardziej kreatywnych i wziętych projektantów. Jest uwielbiany przez gwiazdy kina, muzyki i popkultury ogółem. W latach dziewięćdziesiątych XX wieku pełnił rolę dyrektora kreatywnego domu mody Gucci, który ocalił przed upadkiem. Od 2008 roku ubiera Daniela Craiga na potrzeby serii filmów o Jamesie Bondzie. Na ostatnim albumie Jay’a-Z – „Magna Carta… Holy Grail” – raper zatytułował utwór jego nazwiskiem.

W 2009 roku doczekaliśmy się pierwszego filmu Toma Forda – „Samotny mężczyzna”. Odtwarzający tytułową rolę Colin Firth otrzymał za swoją kreację nominację do Oskara, a debiutujący reżyser obsypany został nagrodami. Jego drugi film – „Zwierzęta nocy” – to świetnie zrealizowany, drapieżny thriller, któremu uroku dodają odtwórcy głównych ról z esencjonalną Amy Adams na czele.

„Zwierzęta nocy” opowiadają historię właścicielki galerii – Susan Morrow. Pewnego dnia kobieta otrzymuje powieść, której autorem jest jej były mąż. Utwór literacki jest na tyle szokujący, że Susan zaczyna wątpić w swoje bezpieczeństwo. Bohaterami książki są Susan, jej mąż Edward i córka India. Jadąc nocą przez teksaską, opustoszałą drogę zostają napadnięci przez trzech okolicznych zbirów. Kolejne zwroty akcji są coraz bardziej brutalne i szokujące.
   
Fani „Samotnego mężczyzny” mogą być mocno zaskoczeni nowym filmem Forda. Jak jego pierwszy film był hermetyczny i melancholijny, tak drugi jest pełen przemocy, brudny i dziki, a jego przesłanie może spowodować wyrzuty sumienia u większości widzów. „Zwierzęta nocy” są bowiem nie tylko dobrze skrojoną, kryminalną historią, ale przede wszystkim opowieścią o zemście i pokucie za krzywdy wyrządzone w przeszłości. Większość z nas ma na sumieniu większe bądź mniejsze przewinienia, dlatego też puenta filmu może okazać się dość bolesna.


   
Stylistycznie „Zwierzęta nocy” są podobnie zrealizowane co „Samotny mężczyzna”. Reżyser miesza kilka płaszczyzn czasowych, z gracją przechodząc od jednej do drugiej, nie powodując przy tym uczucia zdezorientowania. Każdy detal został tu dogłębnie przemyślany, a nastrojowa muzyka Abla Korzeniowskiego i drapieżne, wyraziste zdjęcia autorstwa Seamusa McGarvey'a tylko potwierdzają klasę obrazu. Aktorzy, zwłaszcza drugi plan w osobach Michaela Shannona, Aarona Taylora-Johnsona i Laury Linney, grają na najwyższym poziomie. Zmysłowa Amy Adams i niechlujny Jake Gyllenhaal są dla siebie ciekawą przeciwwagą. Jej na pozór pedantyczny świat cuchnie sztucznością, a jego pustynne bezdroża, pomimo iż brudne i krwawe, są prawdziwe i miotają emocjami.
   
Tom Ford ma to, czego nie ma wielu aktualnych twórców, mianowicie ogromny poziom wrażliwości. Znajomość ludzkich emocji i umiejętność czytelnego ich przekazywania są wizytówką jego filmów. Każdy bohater, nawet ten pojawiający się na moment, jest wyraziście nakreślony. Liczę, że reżyser nie przybył tylko na chwilę i już niebawem będziemy mogli rozkoszować się jego kolejnym smakowitym i barwnym obrazem. W tym wypadku nie ma „syndromu drugiego filmu”. Tom Ford znowu uszył wszystko idealnie na miarę.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież