czwartek, 30 marca 2017

Ostatnia aktualizacja:02:36:04 PM GMT

Lokalizacja: Film Recenzje filmów Jack Reacher: Nigdy nie wracaj - recenzja

Jack Reacher: Nigdy nie wracaj - recenzja

reacherW 1997 roku brytyjski pisarz Lee Child (naprawdę nazywa się Jim Grant) wydał pierwszą z dwudziestu powieści o Jacku Reacherze - „Poziom śmierci”. Poznajemy głównego bohatera w chwili, gdy nie jest już zawodowo związany z armią. Aktualnie prowadzi żywot „bezpańskiego psa”, który zresztą wybrał w pełni świadomie. Niegdyś major Amerykańskiej Żandarmerii Wojskowej, dziś wolny duch, samodzielnie wybierający skomplikowane sprawy do rozwikłania.

Pierwsza ekranizacja - „Jack Reacher: jednym strzałem” - trafiła do kin cztery lata temu. Stanowisko reżysera i scenarzysty objął Christopher McQuarrie. Pomimo wielu mieszanych recenzji film zrealizowano z pomysłem. To, co najbardziej urzekało w tej produkcji to niespiesznie prowadzona akcja, niebanalne poczucie humoru, wyborna ścieżka dźwiękowa i obsada aktorska. Jednym słowem wszystko. Już sama czołówka pokazała nam, że nie będzie to kolejny, standardowy akcyjniak. Niestety, nie wszyscy krytycy byli tego samego zdania. Można odnieść wrażenie, że winę za tego typu opinie ponosi, znienawidzony przez prasę, Tom Cruise. Dziwna sprawa, bo aktor wywiązał się z zadania pierwszorzędnie, nie kopiując przy tym innej granej przez siebie postaci, mianowicie Ethana Hunta z serii „Mission: Impossible”. Twórcom „Jack Reacher: jednym strzałem” zarzucano głównie to, że Cruise kompletnie nie przypominał literackiego pierwowzoru – mierzącego prawie dwa metry, umięśnionego żołnierza. Sean Connery, podejmując się roli Jamesa Bonda, też miał niewiele wspólnego z oryginalną, książkową postacią, ale cóż poradzić... jak się kogoś nie lubi, nie dostrzega się pozytywnych cech.

Druga część przygód byłego majora - „Jack Reacher: nigdy nie wracaj” - przenosi go do kwatery głównej oddziału, w którym niegdyś służył. Z miejsca zostaje oskarżony o zabójstwo. Dodatkowym problemem staje się zatrzymanie jego dawnej współpracownicy – Susan Turner (świetna Cobie Smulders) – w więzieniu wojskowym. Reacher musi nie tylko uporać się z własnymi trudnościami, ale przede wszystkim wesprzeć zaprzyjaźnioną  partnerkę. Pikanterii temu wszystkiemu dodaje fakt, iż niespodziewanie oczom Reachera ukazuje się jego piętnastoletnia córka, której rzekomo nie ma.



Konfrontując „Jacka Reachera” z jego pierwszą odsłoną dostajemy film słabszy, ale nie na tyle, żeby wieszać na nim przysłowiowe psy. Nie ma tutaj tak wyrazistego czarnego charakteru, jakim był Werner Herzog. Nie uświadczymy też tak dobrze skonstruowanych scen akcji. Pozostał jedynie humor i minimalizm rodem z lat dziewięćdziesiątych.

Plusem jest próba zagłębienia się w psychikę głównego bohatera. Samotność i zmęczenie dają o sobie znać, a osobą, która uświadamia to byłemu majorowi, jest z pozoru niewinna piętnastolatka. Mocnym zarzutem jest finał pozbawiony finezji i oryginalności. To, że Reacher włada pięściami jak burtonowy Edward nożycami, wiemy od dawna. Po filmografii reżysera sequelu – Edwarda Zwicka – widać, że lepiej czuje się w stonowanym kinie niż w scenach czysto sensacyjnych. Wątek dramatyczny natomiast podtrzymuje naszą atencję i głównie dzięki niemu jesteśmy w stanie dotrwać do końca.

Przed seansem pokusiłem się o przeczytanie aż sześciu recenzji tego filmu. Nie byłem zaskoczony opiniami, ponieważ konus Cruise nie mógł zrobić dobrej produkcji. „Obiektywni” recenzenci byliby pewnie bardziej przychylni, gdyby główną rolę powierzyć Leonardowi Di Caprio lub Ryanowi Goslingowi. Niestety, to niewysoki Cruise dostał angaż i kolejny raz, drodzy recenzenci, wykonał solidną robotę. Jeśli nie lubisz tego aktora, nie ma sensu, żebyś oglądał ten film. Nie jest to obraz wybitny, ale na pewno nie tak zły, jak krzyczą portale i gazety. Nigdy nie wracaj? Chyba tylko do ignorantów.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież