czwartek, 26 kwietnia 2018

Ostatnia aktualizacja:04:43:08 PM GMT

Lokalizacja: Film Recenzje filmów Kiedy gasną światła - recenzja

Kiedy gasną światła - recenzja

kiedygasnaswiatlaBoicie się ciemności? Tego, co może czaić się w ciemnych zakamarkach? Wolicie spać przy zapalonym świetle? Być może słusznie, w końcu kinematografia niejednokrotnie pokazała, że pod osłoną nocy mogą dziać się dziwne rzeczy. Gdybyście jednak o tym zapomnieli to David F. Sandberg zadbał o to, by odświeżyć Wam pamięć w swoim najnowszym horrorze „Kiedy gasną światła”. Jego film to rozwinięcie udanej, krótkometrażowej produkcji z 2013 r. o tym co wyskakuje z ukrycia, gdy zgasicie światło.

Powiedzmy sobie od razu, w pełnometrażowym filmie Sandberga w zasadzie od pierwszych minut filmu będziecie wiedzieć co kryje mrok i straszy głównych bohaterów tego obrazu. Nie będzie tu więc żadnej tajemnicy, może poza tą skąd zjawa się wzięła, ale i ta zostanie rozwikłana w trakcie seansu. Główni bohaterowie to chłopiec Martin (Gabriel Bateman) wychowywany samotnie przez cierpiącą na depresję matkę Sophie (Maria Bello), jego siostra Rebecca (Teresa Palmer), która dawno wyniosła się z rodzinnego domu i jej chłopak Bret (Alexander DiPersia). Wszystkich ich straszy agresywna istota, która nie znosi światła, niezależnie od tego czy jest to światło dzienne czy światło lamp.

Sam więc pomysł fabuły u Davida F. Sandberga jest ciekawy i dosyć uniwersalny, mimo że ze złem czającym się gdzieś w cieniu i strachem opartym na tym, co nieznane mieliśmy już do czynienia w innych tego typu produkcjach (o oryginalności więc zapomnijcie). Niestety w „Kiedy gasną światła” to „nieznane” zbyt szybko zmienia się w „znane” i trochę odbiera widzowi frajdę z oglądania horroru. Horroru, który tutaj oparty został właściwie wyłącznie na tzw. jump – scares i elemencie zaskoczenia. Pierwszych kilka tego rodzaju scen jak najbardziej może nas poderwać z kinowego fotela, jednakże w miarę rozwoju wydarzeń i kolejnych takich chwytach potrafimy doskonale wyczuć, w którym momencie nasza zjawa spróbuje wszystkich zaskoczyć. Reżyser nie kombinował tu za bardzo z formą i przy realizacji podążał raczej utartymi, podręcznikowymi ścieżkami.

Jak więc na produkcję idealnie wpisującą się w swój gatunek przystało w „Kiedy gasną światła” znajdziecie zaciemniony, stary dom ze skrzypiącymi podłogami i całkiem udanie zbudowaną atmosferę strachu. Przestrzeń akcji ograniczona jest w zasadzie do dwóch miejsc, co także buduje klimat, a równie niewielka liczba bohaterów sprawia, że w trakcie seansu możemy im z powodzeniem kibicować. Swoją drogą aktorska strona tego filmu wcale nie jest najgorsza. Maria Bello w roli chorej matki czy Gabriel Bateman jako Martin zdecydowanie podołali zadaniu jakie na nich spadło.

Nie do końca natomiast swoje zadanie wykonał David F. Sandberg. Zarówno jego krótkometrażówka, jak i zwiastun „Kiedy zgasną światła” zapowiadał bardzo dobry horror, na którym nie sposób będzie się nie bać. Tymczasem rozwinięcie historii wyszło przeciętnie, zaledwie z kilkoma scenami, które faktycznie straszą. Dla koneserów gatunku produkcja ta będzie zapewne zmarnowanym potencjałem, dla całej zaś reszty umiarkowanym „straszydłem”, które ewentualnie można obejrzeć na dużym ekranie.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież